Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł! Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.

Moja Droga
#1
Cytat:
MOJA DROGA
Karl von Schwarzengrau



SPIS TREŚCI

Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#2
Cytat:WSTĘP

Pomysł na napisanie autobiografii zrodził się w mojej głowie w lutym 2019 roku. Każdy z nas żyje z nadzieją, że jak nas zabraknie w Suderlandzie, to państwo będzie jeszcze istnieć wiele lat po naszym odejściu. Problemem naszej mikronacji jest to, że nie dbamy o zapisywanie historii. Tworzymy mnóstwo notatek dotyczących naszego istnienia fabularnego - czyli istnienia Suderlandu i Suderlandczyków w tym wirtualnym świecie zanim powstały jego struktury w postaci forum. Ale nie robimy tego już z historią "najnowszą", jeśli kierować się ramami czasowymi ze świata realnego. W momencie kiedy piszę ten wstęp do mojej autobiografii, do trzeciej rocznicy naszego istnienia został nieco ponad miesiąc. Tyle rzeczy wydarzyło się w naszej historii, tyle osób się przewinęło. Ale czy jakiś organ pracuje nad tym aby to wszystko spisać w formie notatek i zostawić dla przyszłych obywateli? Nie. Wszystko co się dzieje jest komentowane na forum lub skype. Ale to gdzieś przepada, na forum zarzucane jest innymi dyskusjami z biegiem czasu, a na skype historia czatu sama siebie kasuje lub dochodzi do zmiany zbugowanego czatu. Są osoby co pomysł napisania autobiografii przeze mnie odbiorą jako kolejny akt pychy "Prezesa Państwa", "Człowieka Maszyny", "Mikronacyjnego Adolfa", " Krwawego Karla" i tak dalej, bo trochę tych określeń się nazbierało. Głównym celem tej autobiografii jest pozostawienie jakiegoś historycznego źródła przygotowanego przeze mnie najlepiej, jak tylko mogę. Gdyby to miała być książka pochwalna dla mojej osoby, wtedy bym wszedł głęboko w analizowanie i powiązywanie mojej sytuacji ze świata realnego ze światem mikronacyjnym. I chociaż większość Suderlandczyków wie o mnie co nieco ze świata realnego, nie będę pisał w autobiografii o tym, jak Karl von Schwarzengrau jest powiązany ze mną, jak bardzo sytuacja przekłada się na moje działania, czy przekładam sposób życia w społeczeństwie w świecie realnym na świat mikronacyjny. A jeśli bym to zrobił, to taka autobiografia bardziej zaszkodziłaby "białej legendzie", jakiej tworzenie co niektórzy mi zarzucają, a nie ją wzmocniła.
Ci co wiedzą jaki jestem w świecie realnym to wiedzą. Ci co nie wiedzą, lepiej jak nie będą wiedzieć. Napiszę tylko tyle, że Karl von Schwarzengrau jest niemalże kopią (i to może ulepszoną?) mnie ze świata realnego. Ale w jaki sposób, co dokładnie - już nie będę pisał.
Tutaj też jest dosyć istotna rzecz, która mnie blokowała przy napisaniu autobiografii już wcześniej. Jaki format wybrać - w pełni fabularny, czyli ten przedstawiający Karla von Schwarzengrau tylko i wyłącznie w świecie mikronacyjnym, czyli opisać, bez odnoszenia się do świata realnego, moją fabularną historię wraz z fabularnym przedstawieniem losów postaci sprzed pojawienia się w Suderlandzie, czy opisać samą obecność w Republice Suderlandu bez odnoszenia się do fabularnych wydarzeń i przedstawieniu tej postaci "od środka" - czyli życie za kulisami w Republice Suderlandu, a zarazem to jak bardzo mikronauta jest powiązany z osobą rzeczywistą. Ten drugi format byłby niejako "usprawiedliwiający", pozwalający zrozumieć czytelnikowi czemu Karl von Schwarzengrau jest jaki jest. I dlatego z niego zrezygnowałem. Osoba taka jak ja, nie może prosić o zrozumienie ani nie musi się usprawiedliwiać. Osoba aspirująca na miano lidera Republiki Suderlandu (nazywam siebie " aspirującym", to czy nim jestem, czy nie, pozostawiam do rozstrzygnięcia innym - obecnym teraz jak i tym w przyszłości) musi być po prostu twarda. Nasz grunt jest wyjątkowo niestabilny. Chwila słabości, a zarazem zauroczenia sobą pochłania lidera w otchłani. Dlatego nie jestem sobą zauroczony - wbrew opiniom niektórych obywateli. Jest wiele rzeczy nad którymi pracuję, dostrzegam swoje błędy i staram się je naprawiać, a nawet przeprosić. 
Tak więc, ta autobiografia podzielona będzie na kilka rozdziałów. 
Pierwszy rozdział będzie dotyczył mojego przybycia do Suderlandu oraz pobytu tutaj od października 2016 do lipca 2017. To był dla mnie czas trudny. Na początku rzucono mi kłody pod nogi. Potem traktowano jak marionetkę, chociaż nią nie byłem.
Okres sierpień - październik 2017 to okres dla mnie przełomowy. I dlatego zostanie mu poświęcony rozdział. Wróciłem, zauważyłem szansę, zacząłem działać. Szybko awansowałem w hierarchii i uczyniłem pierwszy, ale jaki ogromny krok w kierunku kariery w wojsku i innych służbach.
Czas od listopada 2017 do końca lutego 2018 to również ważny period w życiu. Wtedy doszło do dosyć poważnego sporu z Prezydentem, Prezes Alternatywy Dmowski zaczynał powoli "mieć mnie dosyć", bo zauważył, że to ja jestem główną twarzą partii. A w dodatku zauważyłem kto tak naprawdę pociąga za sznurki...
Marzec - lipiec 2018 był kolejnym przełomowym okresem w mojej karierze. Marzec minął spokojnie. Kwiecień zwiastował konflikt. Kilka osób, w tym ja, siedziało na beczce prochu. I wszyscy czekali kiedy to wybuchnie. Miesiąc maj był chyba najważniejszy dotychczas w mojej karierze. Wykorzystałem okazję, której nie dostrzegł dla siebie Prezes Dmowski. W maju również doszło do sporu między nami - jak widać nie dogaszonego. Nasza współpraca przerodziła się wtedy bardziej we współpracę z konieczności, a nie sympatii. Skończyło się trwałym rozłamem w AdS i upadkiem partii, która wygrała wszystkie wybory, w jakich startowała.
Od lipca 2018 do lutego 2019 spadła na moje barki wielka odpowiedzialność. Jestem z tego dummy, bo ten okres uczyniłem mnie nie tylko zasłużonym Suderlandczykiem, ale zarazem wybił wszelkie argumenty, oskarżenia i domysły, wobec mojej osoby. Nie spełniłem żadnego z oczekiwań moich oponentów. Jaka dla nich szkoda!
Od marca 2019 do teraz trwa kolejny dla mnie ważny etap w mikronacyjnym życiu i również jemu poświęcę rozdział.
We wstępie również poruszę kwestię mojego wniosku o obywatelstwo. Otóż wpisałem tam, że pochodzę z Niemiec (z Monachium), a moi rodzice mają austriackie pochodzenie. Dlaczego o tym wspominam? Czas kiedy zaczynałem swoją przygodę w Suderlandzie (i to bardzo niemrawo) sprawił, że wtedy posłuchałem rady osoby, która mnie zaprosiła (nie pamiętam już kto). Zasugerował mi przybycie z Bawarii oraz wywodzenie się z austriackiego rodu. Sam nie wiedziałem wtedy co będę tu robił i kim zostanę. Nie wiedziałem również jak bardzo nacisnę na fabułę. Dlatego chciałbym naprostować fakt pochodzenia rodziców. Moi fabularni rodzice są narodowości niemieckiej, a ja należę do rodu pruskiej arystokracji o dużych tradycjach wojskowych. 
Biografia mogłaby sugerować, że zamierzam skończyć działalność i zostawić pamiątkę po swojej obecności, działalności. Ale tak nie jest! Planuję tu zostać jeszcze co najmniej 4 lata, a jak dobrze pójdzie to i 6 lat. Ta biografia to nie koniec. To początek czegoś nowego.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#3
Cytat:TRUDNE POCZĄTKI

Przybyłem do Południolandii jakoś w połowie października 2016 roku. Od początku wyczułem dosyć napiętą atmosferę. Jak się okazało - za chwilę miało dojść do przewrotu. Jeszcze zanim uzyskałem obywatelstwo, zaangażowałem się we wsparcie partii określanej przez tutejszą lewicę oraz żydowską mniejszość za faszystowską. To były czasy kiedy w Suderlandzie dominowała lewica oraz kolesiowskie układy. Trafiłem chyba w najgorszy moment na zaczęcie jakiejkolwiek przygody. 
Jeszcze zanim otrzymałem obywatelstwo, doszło do przewrotu, a ja zostałem internowany. Szybko się zdenerwowałem, zwłaszcza, że pierwsza fala internowań ominęła mmie i spotkało mnie to tylko dlatego, bo jeden z Żydów się upomniał o to. W końcu, jak on został internowany, to dlaczego ja nie zostałem... 
Jakby tego było mało, ten sam Żyd zaczął krzyczeć o tym, że w moim wniosku o obywatelstwo zostały popełnione liczne błędy. Dziwne, że zostały zauważone dopiero po kilku dniach od złożenia wniosku i to przez osobę wyraźnie mi nieprzychylną. A to, że wtedy władzę sprawowały osoby również mi nieprzychylne, postanowiłem odsunąć się od tego i nie mieszać się w lewicowy cyrk. Wniosek został i tak rozpatrzony (i bez błędów, o których była mowa wcześniej), ale zrezygnowałem z jakiejkolwiek aktywności politycznej na długi czas.
Wróciłem wiosną następnego roku, głównie przez to, że Fryderyk Marks co chwila chciał abym się gdzieś wypowiedział lub wziął udział we wyborach. Za wiele i tak nie podziałałem podczas powrotu. Zostałem obserwatorem senatu i miałem niestety okazję widzieć ułomność władz Republiki Suderlandu. Kolesiostwo, układy i układziki oraz grupa, że tak powiem, oligarchów otaczająca się marionetkami, szybko mnie znowu zniechęciły. Nie widziałem w tamtym czasie żadnych szans na rozwój i przełamanie impasu. Fryderyk Marks traktował mnie jak marionetkę - a moja osobowość nie pozwala na takie poniżenie. Sytuacja stała się komiczna przy wyborach prezydenckich, gdzie we wyborach udział wzięli Hubert Michalczak, mimo braku jakiegokolwiek sensownego programu, oraz Ferdynand Dugosz, który został zgłoszony do kandydowania chyba pod przymusem, byle był kontrkandydat. Po wyborach szybko sobie poszedłem i nieoczekiwanie wróciłem dopiero w sierpniu, wskutek dosyć nieoczekiwanych wydarzeń.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#4
Cytat:KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE

W sierpniu dowiedziałem się, dosyć przypadkowo, o konflikcie w Suderlandzie. Najpierw doszło do kłótni o samochody między Zjawą i Roskohardem, a potem Zjawa zaczął poniewierać Panem Lotnikiem. To doprowadziło do sformowania się koalicji "antyzjawistowskiej". Dowiedziałem się o niej dosyć późno, bo było to tuż przed procesem Kusarigamy Zjawy za zniesławienie Pana Lotnika. 
W jaki sposób poznałem koalicję? Otóż Roskohard pokłócił się z Panem Byfyjem i publicznie oznajmił, że taka istnieje oraz zdradził jej skład Zjawa się oburzył. Wśród oburzonych znaleźli się również Fryderyk Marks, ale dlatego, że znalazł się tam Józef Sowiński. 
Józef Sowiński to niezwykle ciekawa postać w tej koalicji, ale na pewno nie w znaczeniu pozytywnym. On tam był byle tylko siebie wybielić oraz wrócić do Suderlandu dalej promować swoje chore idee w budowaniu federacji z państwami pokroju Santery. Przywrócenie tego człowieka jedyne co by sprawiło to uwstecznienie Suderlandu do roli yoyonacji. A dopiero co zaczęliśmy z tego wychodzić. 
Sowiński nieustannie namawiał do secesji powołując się na sytuację w Brodrii, która wtedy była podzielona. W dodatku przyznał się, że Król Krzysztof Gryf to tak naprawdę on. Fajny Król, fajna monarchia w tej Południolandii była! Całe szczęście, że to upadło. 
Przejdźmy do procesu Zjawy. Trwał on bardzo długo i jedyne co pokazał to dziwną słabość ówczesnego Sędziego Fryderyka Marksa do ułomności. Takiego nieładu jaki zrobili tam Kusarigama Zjawa oraz jego ratlerek Roskohard, nie spotkałem jeszcze. Fryderyk Marks w dodatku skupiał się głównie na zadawaniu głupich pytań, a nie analizowaniu dowodów - mnie na przykład zapytał, czy moje wystąpienie zaplanował Sowiński. Pod koniec procesu Fryderyk Marks w ogóle zrezygnował z prowadzenia procesu na konferencji Sądu Najwyższego i przeszedł na czaty prywatne. Proces zakończył się skazaniem Kusarigamy Zjawy, ale on sam do tego podszedł niepoważnie, zignorował postanowienia Sądu i czekał aż wszyscy mu wybaczą. Na szczęście Kusarigama Zjawa został usunięty, ale nie obyło się bez zamętu - skasował ok. 200 postów, sparaliżował bank oraz drużynę piłkarską. Zaraz po nim uciekł Roskohard oraz zniknął Ferdynand Dugosz. 
Po opróżnieniu mandatu senatorskiego w wyniku odejścia Kusarigamy Zjawy, doszło do wyborów uzupełniających, gdzie swoje kandydatury zgłosili Pan Lotnik oraz Pan Dmowski, który był nowym obywatelem. Pan Dmowski zachęcał mnie do zagłosowania na niego, ale nie wzbudzał mojego zaufania. Wiedziałem, że został Komendantem Głównym Policji za sprawą Kusarigamy Zjawy i nie wierzyłem w jego szczere zamiary. Dlatego też zagłosowałem na Filipa Lotnika. Mimo to, Pan Dmowski postanowił zrekrutować mnie w szeregi Policji, a konkretnie - Departamentu Bezpieczeństwa. Jak się okazało później, zapoczątkowało to okres długiej współpracy. 
Wstąpienie do Departamentu Bezpieczeństwa było "rzutem kośćmi". To całkowicie odmieniło mój dotychczasowy pobyt w Suderlandzie i z nic nie znaczącego obywatela, w przeciągu pół roku stałem się jedną z wiodących postaci.
Mój pobyt we wrześniu był usłany mimo wszystko ciągłym podgryzywaniem w wykonaniu Marcina Lugera, do którego słabość miał Fryderyk Marks. Marcin Luger prowadził ciągłe wycieczki w kierunku mojej osoby i to na poziomie gimnazjum. Na te " wycieczki" znalazłoby się kilka paragrafów, bo dotyczyły one głównie mojej matki z życia realnego oraz młodszej, niepełnoletniej siostry. W tym czasie nie stroniłem od używania wulgaryzmów, ale Fryderyk Marks nie uciszał Lugera, lecz mnie. Ten toksyczny osobnik dosyć poważnie we wrześniu wpłynął na moje relacje z innymi. Przez kilka dni kłóciłem się również z Hubertem Michalczakiem, głównie z powodów ideologicznych, ale to nie jest tu ważne. Niestety, Luger swoją obecnością zaniżał poziom dyskusji, bo nieustannie prowokował. Nie trudno było odnieść wrażenie, że działa na zlecenie Zjawy lub Roskoharda. Na kilka dni opuściłem wtedy czat państwowy, bo zarzucono mi, że zachowuję się jak Roskohard, chociaż byłem ewidentnie prowokowany i to w obrzydliwy sposób przez Lugera. Na szczęście on zniknął jeszcze we wrześniu. 
Teraz przejdę do pracy w Departamencie Bezpieczeństwa. W Republice Suderlandu niemal od zawsze było duże przywiązanie do fabuły i związanej z nią obywatelami zamieszkującymi Republikę Suderlandu. Odejście Zjawy oraz fakt, że posiadał wręcz nieograniczone wpływy, zrodziła się koncepcja zdławienia ruchu zjawistowskiego wśród obywateli, głównie mieszkańców Marwenabadu i Holdburga. Jako przykładowy wysoko postawiony funkcjonariusz Departamentu Bezpieczeństwa osobiście wziąłem udział w tłumieniu partyzantki zjawistowskiej. Z mojego charakteru, upodobań oraz ideologii, nie stroniłem od walki na pierwszej linii i poprowadzeniu towarzyszy broni do walki. 
Czym jest dla mnie walka? Dla niektórych to jest coś, czego woleliby uniknąć, bo wiąże się z dużym ryzykiem. Jednak dla mnie te wydarzenia są okazją do okazania prawdziwego siebie oraz oczyszczenia siebie ze słabości. Jest to idealna okazja na przełamanie lęków. Dlatego też wielokrotnie brałem udział w fabularnych starciach znajdując się na polu walki. Jak i stąd wynika to, że często biorę udział w sporach.  
Sercem oraz głową, byłem jestem i będę żołnierzem i nic nie stanie mi na przeszkodzie w stanięciu do walki. Jak będzie trzeba, w każdej chwili, mimo najwyższego stopnia wojskowego, stanę w okopie obok pułkowników, poruczników, sierżantów czy szeregowych - zwłaszcza jeśli zagrożone zostaną nasze obecne posiadłości na Nordacie lub ktoś zdecyduje się zdradzić wojsko. 
W związku z moją akcją antypartyzancką, pojawiły się różne kontrowersje związane z rozstrzeliwaniem jeńców. Nie zaprzeczę nigdy temu co tam się wydarzyło. Powiem tylko tyle, że jestem zadowolony z przebiegu całej tej operacji.
Przyszedł miesiąc październik, a wraz z nim - nadchodziły wybory na koniec miesiąca. Praca w Departamencie Bezpieczeństwa zbliżyła mnie z Panem Dmowskim. Zaczęliśmy dostrzegać wspólne cele polityczne. Dlatego też powstała Alternatywa dla Suderlandu. Zaoferowałem Panu Dmowskiemu pozycję lidera - w końcu to on oferował stworzenie partii politycznej więc zdecydowałem aby ją poprowadził. Poza tym, nie chciałem kłótni już na start, bo moje ambicje zawsze sięgały wysoko i chciałem być liderem oraz główną twarzą wszystkiego, w co tylko się zaangażuję.
W październiku również miały miejsce wybory prezydenckie. Hubert Michalczak po nieudanej kadencji postanowił ubiegać się o reelekcje, ale potrzebował do tego elektoratu. Zauważył powstającą inicjatywę moją oraz Pana Dmowskiego i postanowił się pod nią podpiąć, nawet kosztem swojego honoru, oferując wręcz zostanie naszym "długopisem". My spełniliśmy swoje zadanie i Prezydent uzyskał reelekcję. Z kolei on już się nie wywiązał z postanowień współpracy i nie zagłosował na nas we wyborach parlametarnych. Jak się okazało, ten 1 głos zaważył o tym, że do Senatu nie wszedł z naszej listy Pan Groziwozki. I tak też zakończyła się jakakolwiek współpraca z Prezydentem, który okazał się zwykłym oszustem. 
We wyborach uzyskaliśmy najwięcej głosów, ale zamiast współpracy z innymi Senatorami, czekała nas walka.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#5
Cytat:MACHANIE SZABELKAMI

Tak. Od listopada 2017 do końca lutego 2018 nieustannie ktoś machał szabelką. Albo Fryderyk Marks, albo ja. Czasami włączyli się również Pan Dmowski oraz Pan Byfyj. Nie można również zapomnieć o Hubercie Michalczaku i Arkadiuszu Alviuszu.
W listopadzie akurat unikałem konfliktów. Jedynie dochodziło do jakichś "przepychanek" z Jeaherysem von Razorinem. Jak się okazało w styczniu, wiadomo czemu do nich dochodziło. Listopad to głównie czas sporu Pana Dmowskiego z Prezydentem, któremu nie zapomniał niehonorowej postawy. Lecz nie robił tego tylko Pan Dmowski, bo Prezydenta atakował również Pan Alviusz. Nie wiadomo czemu. Jeszcze niedawno był naganiaczem do sekty zjawistów, następnie sprzymierzył się z Panem Marksem, a w tym samym czasie z Panem Dmowskim. Następnie zdecydował się zaatakować Pana Dmowskiego i mnie, bo proponowaliśmy coś co sprowadziłoby resztki układu na ziemię i pokazało co niektórym, że nie mają takiego poparcia.
Pan Dmowski namawiał mnie do dołączenia do niego i poparcia Pana Alviusza w grudniowym procesie przeciw Prezydentowi. Odmówiłem tego, bo według mnie to było bezcelowe. Hubert Michalczak nieustannie zmieniał strony. Nie wiedział z kim się sprzymierzyć, ciągle użalał się nad sobą. Nawet swoich poglądów nie umiał określić. Wydawało się wtedy, że "wybaczyłem" Hubertowi Michalczakowi. A ja po prostu obrałem inny sposób. Pewnie to, co teraz napiszę zostanie uznane za najbardziej podłe i nieczyste zagranie jakie widziała nasza mikronacja. Z resztą, Pan Maj pisał po tym wydarzeniu, że się zawiódł na nas (a konkretnie na mnie - takie miałem wrażenie, bo wszystko wyszło tylko i wyłącznie ode mnie, nawet Pan Dmowski nie wiedział). W grudniu postanowiłem udawać, że wesprę Prezydenta. Dzięki temu dowiedziałem się wielu rzeczy. Jak to gardzi Panem Dmowskim, Panem Marksem, Panem Alviuszem i kilkoma innymi, iak to jest zmuszony do bycia marionetką, a chciałby być wodzem, jak to ma plany na stworzenie wielkiej koalicji ze mną i Panem Byfyjem na obalenie układu. Niesłychanie mnie to rozbawiło, że wypłakał się osobie, którą oszukał i liczył na wyrozumiałość, a nawet wsparcie. Ale najważniejsze było to, że przyznał się do winy w spawie o jaką toczył się cały ten proces. W styczniu zarzucono mi, że to wszystko wzięło się od konfliktu w związku z ustawą o WOT i WOC, ale to była tylko iskra. 
"Dzięki" temu zrodziła się legendarna, owiana złą sławą, teczka Huberta Michalczaka. Teczka, dzięki której każdy by po prostu porzucił obecnego Prezydenta i co najwyżej pozwolił na zamiatanie wirtualnych ulic. Ale szybko znikła. Potem zaczął się kryzys. Uciekł Pan Marks, uciekł Pan Byfyj, uciekłem ja. Dlaczego ja uciekłem? Moje odejście było tylko zagraniem va banque. Albo ja, albo Prezydent. Pan Byfyj wrócił i tutaj nie zastanawiałem się nad tym czemu akurat on wyszedł na 1 czy 2 dni. Nie zastanawiało mnie to również w przypadku Pana Marksa. Wątpliwości zaczęły się rodzić kiedy Pan Dmowski zorganizował "okrągły stół", w którym zasiadłem ja, Pan Dmowski jako mediator i... Pan Marks. A Prezydent? Nie było go! I Pan Marks był obrażony jakby ta teczka dotyczyła jego. Hubert Michalczak najpierw machał szabelką wręcz prosząc o ukazanie teczki i ani się nie obraził, ani nie przejął. Jedynie Pan Alviusz jeszcze bardziej się zradykalizował w kwestii obecności Prezydenta w Suderlandzie. 
Pewnie wielu Suderlandczyków myśli, że te odejście było decyzją spontaniczną, " na serio". Tutaj muszę powiedzieć, że to było w pełni zaplanowane, a ja i tak bym wrócił zanim dymisje zostałyby przyjęte. W ten sposób chciałem wywrzeć pewną presję. To było jedyne takie zagranie i więcej go już nie zastosowałem, w takim wręcz podłym wydaniu.
Sytuacja czasowo się ustabilizowała. Nastąpiło zawieszenie broni, ale trwało ile - dwa tygodnie, może trzy? Konflikt wrócił po artykule "Kuriera", który demaskował Pana Dmowskiego jako populistę. Pod artykułem wywiązała się wręcz kłótnia między Alternatywą dla Suderlandu, a autorem tego artykułu - Panem Byfyjem i Arkadiuszem Alviuszem. Ważnym elementem sporu był również element kampanii wyborczej - czyli osoby nieaktywne. Temat ten poruszyłem jako pierwszy, zaraz po mnie podłapał go Pan Dmowski. Wyborców ruchu Pana Marksa zaczęliśmy nazywać "trupami wyciąganymi z szafy na czas głosowania". Pan Alviusz jako naganiacz, tym razem do ruchu  centrolewicowego Pana Marksa, powiedział, że segregujemy obywateli i chcemy niektórym kneblować usta. Jak się okazało niedawno we wywiadzie z Panem Byfyjem, Pan Marks sam tak postępował z wyborcami Alternatywy. Problem jednak polegał na tym, że wyborcy Pana Marksa byli obywatelami, że ostatnią inną aktywność niż głosowania prezentowali ok. rok temu, a nasi wyborcy byli co prawda mało aktywni, ale aktywni w ostatnich dniach.
Coraz więcej z nas machało szabelką. Gdyby mikronacje miały miejsce w jakimś symulatorze w postaci gry komputerowej to pewnie ktoś już by nie żył oraz szykowano by się do starć na ulicach. Tuż przed debatą poprzedzającą wybory do parlamentu, Pan Dmowski poinformował mnie o istnieniu koalicji anty-AdS, w której skład wchodziły ruch Pana Marksa, PRS i PWS. Doszło do debaty. Nie pamiętam już czy Pan Dmowski w niej brał udział, ale jak tak to szybko z niej wyszedł. Zostałem wtedy sam. Ja i Pan Dmowski wiedzieliśmy czym to się skończy - że dojdzie do sporu związanego z ostatnimi wydarzeniami. To, że do prawie północy przyszło mi bronić partii i naszych racji, podczas gdy jej Prezes odszedł w niewyjaśnionych okolicznościach. To spowodowało, że od tego czasu czułem duży żal do Pana Dmowskiego. Żal, który spotęgował się w kwietniu i maju oraz było prologiem do naszych obecnych, spornych relacji.
Zacząłem podważać Pana Dmowskiego jako lidera. Zacząłem go uważać za postać bezbarwną na scenie politycznej, a jego zaangażowanie (a w zasadzie brak) spowodują, że nic wielkiego nie osiągniemy.
Początek lutego to pierwsza sesja Senatu nowej kadencji i wybór kierowników resortów. Podczas tej sesji doszło do wręcz kuriozalnej sytuacji, bo jako mojego kontrkandydata na stanowisko KRON, Pan Marks wystawił... Kacpra Kowalskiego. Człowieka co jako Sędzia łamał Konstytucję i dopiero został skazany przez Pana Groziwozkiego, bo ówczesny Sędzia - Pan Marks, nie widział nic złego.
Fryderyk Marks jeszcze mi się tłumaczył z tego, że to "dla żartów". Jeśli Senat to miejsce na żarty to fajnie. Jak się okazało po wywiadzie z Panem Byfyjem, było to zagranie w celu szachowania poparciem. 
Reszta lutego minęła głównie na kombinowaniu jak uniemożliwić aktywność u nas trollowi Montiniemu. Jak się okazało, nie trzeba było wiele robić.
W lutym również doszło do krótkiego kryzysu związanego z Akademią Oficerską. Odniosłem wrażenie, że oficerowie zlekceważyli dalsze szkolenie, a upominanie ich o tym wywoływało wręcz oburzenie, bo nie mają czasu. Poczułem się wtedy zlekceważony i miałem ochotę zrezygnować z dalszego rozwijania wojska, skoro każdy ma to gdzieś. 
Tutaj pojawia się też powód dlaczego nie zrobiłem zaciągu do wojska od stopnia szeregowca. Skoro niektórzy mają lenia do, według mnie, znacznie lżejszej, bardziej przyjemnej pracy jak i swobodnej, bo stanowisko oficera zbiega się do zarządzania jednostką. Bycie oficerem również sprawia możliwości do prowadzenia ciekawej narracji fabularnej. A co daje stopień szeregowca. Pisanie raportów ze spożycia obiadu w stołówce?
Okres ten (od listopada do lutego) to również solidna praca w Resorcie Obrony Narodowej. Postawiłem armię na nogi i wreszcie przestała być zwykłym "papierem" pozbawionym jakichkolwiek barw. Poza tym miejsce miało kilka wydarzeń fabularnych jak unicestwienie ruchu feministycznego oraz ekologicznego i zdławienie opozycji komunistycznej poprzez przerwanie okupacji kopalni i innych protestów.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#6
Cytat:DZIWNE SZACHY

Nastał marzec. Miesiąc ciszy przed prawdziwą burzą. Prezydentem został Pan Ryszard Maj, który po kadencjach Huberta Michalczaka miał przywrócić powagę urzędu. W marcu nie działo się zbyt wiele, ale to w tym miesiącu powstały dwie rzeczy, które znacząco wpłynęły na wydarzenia następnych dwóch miesięcy. Pierwszym z nich był Narodowy Uniwersytet Suderlandu. Pan Marks zorganizował plebiscyt na nazwę placu gdzie zawarł w odpowiedzi Józefa Sowińskiego (co jest dla mnie niezrozumiałe - po co umożliwić głosowanie na kogoś, kogo się nienawidzi oraz ma metkę zdrajcy?). Plebiscyt wygrała opcja właśnie z Józefem Sowińskim i doszło do sporu z tego powodu, bo Pan Marks nie posłuchał demokratycznych głosów jako zdeklarowany demokrata i postąpił autorytarnie, co wywołało oburzenie u niektórych. Kolejną rzeczą był projekt ustawy dotyczący nazw użytkownika oraz awatarów, który nie spodobał się mnie. Tutaj istotną rolę odegrał Kacper Kowalski, sam często nazywający siebie "jamnikiem Pana Marksa". Ustawa uderzała właśnie najbardziej w niego i zorganizowałem z nim (mimo jego zdeklarowanego bycia socjaldemokratą) protesty przeciw tej ustawie. Spór o Sowińskiego oraz protesty zbiegły się na kwiecień. Ostatnia moja dyskusja z Panem Marksem miała miejsce jakoś w połowie miesiąca, tuż przed zniknięciem, gdzie "groził" mi na konferencji skype (senackiej, ale tej nieoficjalnej), że zostanie Marszałkiem Senatu i będzie celowo zwoływał sesje w trakcie matur, abym poczuł się jak nieaktywni obywatele "gnojeni" przeze mnie i Pana Dmowskiego. Bardzo mnie to rozbawiło i stanąłem twardo naprzeciw Pana Marksa wyrażając co myślę o takim działaniu oraz jego osobie. Nadeszły kolejne wybory. W tych wyborach udziału nie wziął ruch Pana Marksa. Z tymi wyborami wiąże się ciekawa historia, bo Pan Marks prawdopodobnie wypłakał się van Jutlandowi, który przyszedł oddać kartę podpisaną bodajże "precz z faszyzmem" oraz zaatakował słownie Pana Byfyja.
Krótko po wyborach zniknął Kacper Kowalski. Było widać, że jest sterowany przez Fryderyka Marska, bo we wniosku o odebranie mu obywatelstwa, napisał niemalże to samo co Pan Marks. Tak też zabrano nam obywatela. I jak się okazało niedawno - bezpowrotnie.
Obecność Pana Marksa w Suderlandzie tym samym została chyba już na zawsze wykreślona. Do tej pory z nikim się nie kontaktuje oraz nie ma zamiaru rozmawiać z osobami działającymi w naszym państwie. 
Nadchodził czas pierwszej sesji Senatu. Alternatywa dla Suderlandu uzyskała 4 mandaty na 7 możliwych. Prezes partii, Pan Dmowski miał szansę wreszcie bez problemów pokazać na co go naprawdę stać. Z doniesień wynikało, że od dawna prowadził nieustanne, zakulisowane spory z Panem Marksem i Pan Marks właśnie jego obwiniał o odejście, traktując mnie jako marionetkę Pana Dmowskiego. Niesłusznie. Bo mój charakter nigdy nie pozwoli na taką upokarzającą rolę.
I od tego momentu zaczęły narastać spory z Panem Dmowskim. Zaczęło się od tego, że Pan Dmowski powtarzał "żadnej władzy". Chodziło o to, że nie chciał funkcji Marszałka Senatu oraz namawiał mnie, abym nie zgłaszał się na te stanowisko. Chciał oddać je Panu Byfyjowi. Czego kompletnie nie rozumiałem. Przecież wygraliśmy te wybory mimo półrocznych konfliktów z towarzystwem, którego liderzy ewidentnie byli zgrani i grali do jednej bramki. Potem Pan Dmowski coraz częściej zaczął "zarzucać" mi, że go wygryzłem z roli lidera. 
Nie słuchałem Pana Dmowskiego, a od tego czasu naszą współpracę zacząłem już traktować tylko jako konieczność. Gdybym był marionetką, jak to Pan Marks twierdzi, nieoficjalny tytuł "Prezesa Państwa" przez kilka miesięcy posiadałby Pan Byfyj. Maj minął na dosyć niemrawej atmosferze w środowisku AdS. Ja chciałem działać. Z kolei Pan Dmowski przybrał rolę zrzędliwego emeryta, któremu na niczym nie zależy. Ewidentnie pokazały to procesy Pana Michalczaka i Pana Marksa, których ja i Pan Byfyj posądziliśmy o działanie na szkodę państwa oraz nadużywanie stanowisk (a właściwie funkcji administratora) w związku z włamaniem do tajnych akt Departamentu Bezpieczeństwa. Pana Marksa bronił Jeaherys von Razorin, który po procesach zniknął. Trzeba tu zaznaczyć, że skutecznie bronił. Niestety, możliwości mikronacyjne nie pozwalają w pełni udowodnić czyjejś winy, a więc wszystko spadło na Huberta Michalczaka, który został kozłem ofiarnym. Jakoś trudno mi uwierzyć, aby, tak jak twierdził Pan Michalczak, mógł on pamiętać po 3 miesiącach jakie było hasło do danego działu. Zwłaszcza, że Pan Michalczak twierdził, że nigdy wcześniej nie wchodził do działu, a jedynie widział hasło w panelu. Świetna pamięć albo krętactwo. Skłaniam się ku temu drugiemu. 
Na początku czerwca miałem już dosyć zgniłej atmosfery w AdS, a zwłaszcza ciążącej mi tajemnicy Pana Dmowskiego, której tutaj nie wyjawię. Dlatego też założyłem własne ugrupowanie, a wszyscy aktywni działacze AdS, przeszli do niego - Narodowej Partii Suderlandu. 
Tajemnica Pana Dmowskiego ciążyła mi kilka miesięcy, a jej waga oraz potencjalne problemy jakie to ze sobą niosło sprawiło, że i tak ją wyjawiłem niektórym obywatelom. Generalnie nie zrobiłbym tego, ale tutaj zadecydowały emocje i duży gniew oraz żal do mojego byłego towarzysza. U mnie zyskał miano tchórza, osoby nieodpowiedzialnej, nie nadającej się do wielkich kroków oraz uzurpatora (konkretnie chodzi o przypisywanie sobie lub innemu, ogólnemu bytowi sukcesów pojedynczej jednostki). Te emocje wróciły wraz z powrotem Pana Dmowskiego do polityki w marcu tego roku. Tutaj też dodam, że niemal cały czas od kryzysu w naszych relacjach, do powrotu Pana Dmowskiego, namawiałem go do wznowienia aktywności. Tak więc sam nie wiem co myśleć o tym, że namawiałem do powrotu osobę, do której czułem tyle, bądź co bądź złych emocji. Może po prostu zwykła sympatia do Pana Dmowskiego mając na uwadze nieco ponad półroczną współpracę?
W czerwcu Pan Prezydent Maj zaczął coraz częściej przejawiać oznaki nieaktywności i przypadła mi funkcja P.O. Prezydenta wynikająca z bycia Marszałkiem Senatu. Ten stan niemalże bez przerwy trwał do marca 2019 roku i bycie Marszałkiem Senatu coraz częściej było nieoficjalnie nazywane byciem "Prezesem Państwa".
Lipiec był dosyć spokojnym miesiącem. W tym okresie mieliśmy powód aby wszyscy się zjednoczyć - mianowicie, zaostrzenie relacji z Unią Trzech Narodów.
A co fabularnego wydarzyło się w tym okresie? Pamiętam, że w na przełomie lutego i marca były nieustanne problemy z błędem forum. Wykorzystałem ten temat do poprowadzenia fabularnej narracji i próby przeprowadzenia zamachu stanu, którą udaremniłem.
Pewnie zastanawia wszystkich tytuł tego rozdziału. Tak więc, w szachy zagrali Panowie Marks i Dmowski. Nie wiedzieli jednak jak grać więc wszedłem jako trzeci do nietypowej partii szachów i ustaliłem wynik meczu zwycięzki dla mnie. Pan Marks z własnej bądź co bądź głupoty, dostał mata, a Pan Dmowski - postanowił się poddać mimo korzystnego rozstawienia figur.
Spór Pana Marska z Panem Dmowskim jest czymś co naprawdę mnie zastanawia - z czego on się wziął. Nie kwestionuję umiejętności obu Panów (zwłaszcza urzędniczych - urzędnikami niemalże zawsze byli bardzo dobrymi), ale talentu politycznego, ani charakteru twardego polityka, nigdy nie mieli. Zaryzykowałbym, że to postacie bezbarwne na scenie politycznej. I nie wiem dlaczego wybuchł ten konflikt. Takie konflikty powinny być (a przynajmniej tak myślę) między twardymi politykami z wyraźnym ukierunkowaniem ideologicznym - jak ja, czy Pan Byfyj. A niemalże od roku trwa nasza współpraca. Współpraca, którą rozpoczął bardzo trudny okres w historii Suderlandu i była (i dalej jest) jednym z filarów naszego państwa. Współpraca bez jakichkolwiek wyrzutów, zarzutów, sporów. I bardzo chciałbym aby tak wyglądały relacje nas wszystkich, lecz niestety, to chyba niemożliwe.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#7
Cytat:BITWA ZE SŁABOŚCIAMI

Bitwa kojarzy się każdemu ze starciem z kimś lub czymś innym. Starciem, gdzie ryzykuje się naprawdę wiele, a aby osiągnąć korzystny rezultat, trzeba się poświęcić.
Co więcej czas od końca lipca 2018 do początku marca 2019 ma wspólnego z bitwą? Przede wszystkim to była bitwa ze słabościami. Ze słabościami systemu, słabościami aktywności jak i słabościami moimi, gdzie niejednokrotnie miałem ochotę przełamać pewne bariery.
Sierpień był bardzo spokojnym miesiącem. W tym czasie chyba każdy aktywny obywatel udał się na dłuższy lub krótszy urlop. We wrześniu z kolei dymisję złożył Prezydent Filip Lotnik co ostatecznie przypieczętowało okres mojej "prezesury". Do początku marca nie znalazł się żaden kandydat na tę funkcję.
Październik, listopad i grudzeń przebiegły pod znakiem stabilizacji, ale i marazmu. Wybory, czy to prezydenckie (nikogo nie było), senackie (ciągłe wakaty) czy samorządowe (wakaty, brak jakiejkolwiek rywalizacji), przestały być po prostu potrzebne. System republikański upadł. Był teorią. Powstało kilka propozycji na zmianę Konstytucji. Pan Lotnik wrzucił dosyć ogólny zarys tego jak miałaby wyglądać. Ja wrzuciłem z kolei zmodyfikowaną wersję obecnej Konstytucji. Tutaj zaznaczę, że wizja moja i była bardzo zbliżona do wizji Pana Lotnika.
Następnie swoją propozycję przedstawił Pan Ryszard Maj, który jest zdecydowanym zwolennikiem systemu parlamentarno - komitetowego (jak w Szwajcarii), a nie prezydenckiego, jaki proponowałem ja oraz Pan Lotnik. 
Wizja Pana Maja mimo różnych poglądów, była (i jest dalej) dla mnie ciekawą wizją oraz popieram zainstalowanie takiej. Teraz nie miałbym obaw o wprowadzenie takiego systemu w życie. Jednak w ostatnim kwartale ubiegłego roku miałem. Przy ówczesnej liczbie Senatorów, wprowadzenie jakichkolwiek zmian było niemożliwe. Dlatego też szykowałem się na przeprowadzenie zamachu stanu - mającego ułatwić nam zmianę systemu. Przed przeprowadzeniem zamachu powstrzymały mnie dwa czynniki. Jednym z nich była niepewność. Pojawiała się z dwóch powodów. Jednym z nim była wątpliwość czy Pan Byfyj oraz twórca potencjalnej nowej konstytucji poprą takie działanie. Drugim powodem wywołującym niepewność było to, że nie wiedziałem w jakim tempie pracuje Pan Maj. Wszystko miało być w pełni zgrane czasowo. 
Drugim czynnikiem był... Pan Dmowski. Były towarzysz partyjny, a zarazem Sędzia Sądu Najwyższego wiedział o moich planach, bo często się z nim kontaktowałem. Mimo wydarzeń z maja i czerwca, nie traktowałem Pana Dmowskiego jako wroga. Wręcz przeciwnie - jako doradcę, któremu mogę zaufać. Pan Dmowski obawiał się, że takie działanie może przynieść kolejny rozłam na dosyć niepewnym wtedy gruncie. 
To był argument Pana Dmowskiego. Osobiście uważam jeszcze, że kiedy jako tymczasowy "Naczelnik Państwa" przepychając tymczasową konstytucję, nie zrezygnowałbym z niej i zainstalował autorytaryzm junty wojskowej. Czy tak naprawdę myślał to nie wiem, to tylko spekulacje.
W każdym razie, do zamachu stanu byłem gotowy każdego dnia. Miałem przygotowaną konstytucję tymczasową (obecnie już jej nie posiadam) jak i kilka innych rzeczy, głównie narracji. Do zamachu stanu brakowało tylko jakiegoś projektu konstytucji autorstwa Pana Maja i mojej dyskusji z Panem Byfyjem oraz Panem Majem na ten temat. Ostatecznie ten pomysł porzuciłem w grudniu i wiele nie uczyniłem w próbie jego realizacji.
Jesienią miało miejsce bardzo ważne wydarzenie dla Suderlandu. Przejęliśmy Koburgię.
Koburgię mieliśmy uzyskać już latem i doszło nawet do podpisania traktatu z Carem Brodrii w tej sprawie. Jednak ten traktat nie podobał mi się. Jako, że zajmuję się armią i wszystkim co związane z bezpieczeństwem wewnętrznym i narodowym, ten traktat był po prostu ciosem w te rzeczy, a nawet w prestiż. Kto widział, aby obce państwo mogło legalnie posiadać bazy wojskowe w innym państwie? Chyba tylko wtedy, kiedy jedno z nich jest satelitą. W dodatku pomysł z radą gdzie część rady stanowić mieli przedstawiciele Brodrii. Na szczęście problem sam się rozwiązał i nie doszło do upokorzenia.
Przyszedł nowy rok. Wraz z nowym rokiem, chciałem aby państwo się rozruszało. Wydałem orędzie noworoczne. Pewnie to zbieg okoliczności, ale od nowego roku, zaczęło być naprawdę lepiej. Pierwszy raz od dawna Senat był bez wakatów. Co prawda, przez około miesiąc nie było nawet Sędziego Sądu Najwyższego (kadencja Pana Dmowskiego wygasła, nie było następcy). To był okres kiedy mogłem chyba bez jakiegokolwiek sprzeciwu już wprowadzić własne, absolutystyczne rządy (o czym pisałem w jednym z felietonów w Obserwatorze Narodowym), ale tego nie zrobiłem. Nawet o tym nie myślałem. W lutym znalazł się nowy Sędzia - Pan Gustaw Vladerewski. Pod koniec lutego powroty zapowiedzieli Pan Lotnik i Pan Dmowski. Filip Lotnik zgłosił się na Senatora, z kolei Pan Dmowski - na Prezydenta. To był moment kiedy moja "prezesura" w państwie dobiegła końca.
Jak oceniam ten okres?
Niektórzy z Suderlandczyków wiedzą, że ten okres zbiegł się z bardzo trudną sytuacją w moim realnym życiu, a z problemów wyszedłem wtedy... Kiedy zaczął wychodzić Suderland. Mimo wszystko uważam, że dobrze spełniłem swoją rolę. Co prawda, mogło być lepiej. Osobiście uważam, że powinno być lepiej. Skupiłem się przede wszystkim na utrzymaniu panującego ładu, a nie zrobiłem zbyt wiele aby to przerwać i pobudzić państwo. Co prawda, to moja opinia, wywodząca się z moich ambicji. Kto je zna, wie, że niemal zawsze marudzę, wszędzie widzę niedociągnięcia i wszystko bym poprawił aby było idealne. Nawet jak ja czegoś się podejmuję to twierdzę, że nie robię tego tak jakbym chciał. Zawsze znajduję jakieś ale. Co nie znaczy, że nie doceniam swojej pracy. Dostrzegam ją, nadaję jej dużą wartość i jestem pewien tego, że to nie jest zrobione byle jak. Po prostu chciałbym aby było lepiej.
Ocenę tego jak minęły miesiące "mojej prezesury" pozostawiam Suderlandczykom. Jednakże ja oceniam ją dobrze i, nie chcę nikomu umniejszać, ale mało obywateli by się znalazło co by podjęli się tego zadania. Pokazał to chociażby moment kiedy zrezygnowałem z bycia Marszałkiem Senatu, ale zaraz do tego wróciłem, bo nie znalazł się chętny.
Dlaczego nazwałem ten rozdział "bitwą"? Zmierzyłem się z wieloma słabościami. Ze słabościami systemu - chyba każdy przyzna, że system jaki u nas panuje, przez te kilka miesięcy był parodią samego siebie. Słabościami aktywności - nie straciłem motywacji ani chęci do działania mimo ciągłych wakatów. Nie pozwoliłem na powolne wymieranie i chwyciłem się wszystkiego co mogłem, tylko po to, aby niwelować liczbę wakatów i utrzymać funkcjonowanie organów państwowych. Zmierzyłem się również z własnymi słabościami. Przede wszystkim z, jak to określa Pan Dmowski, żądzą władzy. Nie powiem czy jestem żądny władzy, czy nie. Niech oceni to historia. Jednak kilka razy spotkałem się z opiniami, że " mi to tylko na władzy zależy" (zarzuty z czasów koalicji anty-AdS, ale tak się zastanowić - jakiemu politykowi nie zależy na władzy? Bez niej nic nie zdziała), że kieruje mną "żądza władzy" (retoryka Pana Dmowskiego) czy nawet, że jestem "pazerny na władzę" (nie pamiętam kto to powiedział). Chęć zrobienia zamachu stanu była nie tyle co "żądzą władzy", co zniecierpliwieniem i nienawiścią do systemu, który zbyt bardzo paraliżuje państwo. Jednak jak czas pokazał, Pan Maj nie przyszykował szybko konstytucji (dalej trwają prace - i dobrze, niech będzie jak najlepsza), a zamach stanu mógłby spowodować, że konstytucja tymczasowa, stałaby się stałą, a cała władza byłaby w pełni zależna ode mnie. Im dłużej ten stan by trwał, tym bardziej by się zakorzenił. Dobrze, że do takiego czegoś nie doszło i jakoś przetrwaliśmy miesiące posuchy, na starym, niewydolnym i znienawidzonym systemie.
Tak jak pisałem, jestem zadowolony oraz dumny z tego okresu, bo dzięki mojej pracy (jak i Pana Byfyja, którego wkład aktywnościowy był bezcenny) państwo nie upadło niczym Brodria i nie doszło do chorej sytuacji, gdzie jest kilku liderów, każdy ma inną wizję i nikt nie potrafi się porozumieć. 
Na korzyść Suderlandu przemawiał w tym okresie jeden czynnik - jesteśmy emocjonalnie związani tylko z Republiką Suderlandu. Możemy mieć różne wizje, pomysły, sposoby działania, ale łączy nas wszystkich oddanie na rzecz Republiki Suderlandu i jak trzeba, dogadujemy się w najtrudniejszej chwili, bo mamy jeden cel - utrzymanie poprawnego stanu aktywności oraz funkcjonowania Republiki Suderlandu.
Wracając do ważnych wydarzeń z tego okresu. W lutym doszło do kolejnych spięć z Nordatą - tym razem Federacją Nordacką.  Ten spór pokazał jak bardzo zmieniło się nastawienie naszego państwa. Jeszcze rok temu wycofane, wystraszone, obrażone na wszystkich. Pan Marks nie chciał podpisać traktatu z Sarmacją. Kto pomyślałby wtedy, że zdecydujemy się na wkroczenie na Nordatę i to nie tylko po Koburgię, a staniemy się tam kluczowym graczem, którego każdy będzie darzyć respektem i się z nim liczyć?
Jak to powiedział niedawno Pan Dmowski "w Suderlandzie - państwie odważnych żołdaków i ludzi mocnych gęb nikt portkami nie trzęsie." - bardziej trafnie chyba nie dało się opisać nas, Suderlandczyków, a ja ten cytat chyba sobie w sygnaturkę wrzucę, bo jest po prostu złoty. W orędziu noworocznym powiedziałem coś o kolonizacji Nordaty. Wtedy mało kto to zauważył lub wziął na poważnie. Chyba jako jedyny o tym myślałem. A miesiąc później niemalże wszyscy podeszliśmy do tego z wielkim entuzjazmem (z wyjątkiem Pana Dmowskiego), nawet Pan Maj, którego nie podejrzewałbym o takie skłonności. 
Pamiętam czasy kiedy Gaston Senancour starał się chyba nieustannie krytykować Suderland. Pamiętam też jak próbowaliśmy się bronić przed tymi atakami. Jednak wraz z nabieraniem doświadczenia mikronacyjnego, to co pisał Gaston, miało wiele sensu jak i racji (oczywiście jeśli pomijamy wulgaryzmy i wzmianki o fekaliach). Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale osoby krytykujące nas (zwłaszcza Gaston) natchnęły mnie. I z tego co wiem, nie tylko mnie. Z biegiem czasu zacząłem wierzyć, że potrzeba czystki w szeregach aby nasze państwo było wreszczie poważnie powstrzegane. Nie chcę już tutaj pisać o tym jak i kogo należało się pozbyć. Lecz chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Jeszcze rok temu byliśmy jak kot - kanapowiec, typowy Garfield. A teraz? Jesteśmy młodym lwem, który, mam nadzieję, nie zakończył jeszcze dojrzewania, a prawdziwe złote czasy - są przed nami.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#8
Cytat:PAŃSTWO NICZYM FENIKS

Ostatni rozdział (nie licząc zakończenia) mojej autobiografii. Dotyczy on okresu od marca do teraz. W marcu do aktywności wrócił Pan Dmowski który został Prezydentem. 
Niestety, w wyniku licznych nieporozumień, doszło do wielu dziwnych sporów między Panem Dmowskim, a mną. I te nieporozumienia, mając na uwadze i w pamięci przeszłość, trwają dalej.
Pan Dmowski przybrał dosyć ciekawą strategię na ten konflikt. Mianowicie, na forum siedzi cicho, a gra za moimi plecami. Tak też wychodzi na skromnego i niewinnego, podczas gdy to ja "nieustannie wymierzam policzki". Prawda jest taka, że wina leży po stronie nas obu, ale kiedy ja Panu Dmowskiemu napiszę we wiadomości prywatnej co mi "leży na sercu", nie podejmuje Pan Prezydent z tym polemiki i zwyczajnie mnie zlewa. Więc kiedy chciałbym w ten sposób dojść do porozumienia, jest to zwyczajnie ignorowane. Przyzwyczaiłem się do życia z tym, więc spór z Panem Dmowskim już mi nie ciąży. 
W marcu załatwiono sprawę Sowińskiego. W końcu. Nikt się za to nie zabrał na poważnie, a Pan Dmowski sam powiedział, że chciał tu wrócić. Niestety, czas działał na korzyść Sowińskiego i trzeba było w końcu ostatecznie rozwiązać tę kwestię. 
Marzec minął pod znakiem rozwoju oraz błyskawicznego wzrostu aktywności. 
Kwiecień to jeszcze lepszy miesiąc dla całego państwa. Coraz więcej zaczęło się dziać. Ożyły niektóre instytucje, przedsiębiorstwa przestały stać i oczekiwać na jedno czy dwa zlecenia na miesiąc. Rozpoczęto z dużym rozmachem przygotowania do Święta Niepodległości.
Ogólnie to okres o jakim nie ma za bardzo co pisać. Wszystko trwa i każdy widzi. A nie będę rozpisywał się o sporze z Panem Dmowskim, bo jeszcze z autobiografii wyszłaby propaganda antyprezydencka.
Jestem zadowolony z rozwoju sytuacji w państwie. Wbrew zarzutom niektórych osób, cieszy mnie to, że nie ma już u nas "autorytarnej demokracji" i los państwa nie spoczywa tylko na barkach dwóch osób. Po prostu - odrodziliśmy się. W senatorskiej przysiędze mówi się o dążeniu do odbudowy dawnej świetności Republiki. My nie tylko to zrobiliśmy. Wprowadziliśmy ją w nowy wymiar, lepszy niż kiedykolwiek był.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#9
Cytat:ZAKOŃCZENIE

Jestem zadowolony z tego jak potoczyła się moja kariera w Republice Suderlandu. Nie mogłem sobie tego lepiej wymarzyć. Wszystko, po trudnym początku, ułożyło się i układa dalej niemalże idealnie.
Z mojej autobiografii czytelnik może odnieść wrażenie, że jesteśmy bardzo konfliktowi. Ale to nie prawda. Pisałem o konfliktach, bo one są najciekawsze. To one w dużej mierze tworzą fabułę i nie można ich ot tak pominąć. Tych konfliktów tak naprawdę było mało i niemalże z każdym obywatelem utrzymywałem (i utrzymuję nadal) dobre stosunki, mimo ciężkiego charakteru. Dlatego też nie zgadzam się z zarzutami, jako bym miał drwić chociażby z Fryderyka Marksa. To, że nie jestem przychylny jego dziedzictwu, nie oznacza, że go nie szanuję. Po prostu nasze działania doprowadziły do tego, że staliśmy się rywalami. Gdyby Pan Marks zechciał się ze mną skontaktować, nie odrzuciłbym go. Tak samo byłoby z Hubertem Michalczakiem, któremu współczułem jego losu, bo stał się bohaterem antycznej greckiej tragedii. Wybaczyć mogę każdemu, prosić o wybaczenie również. Ale są osoby, które szansy by już nie dostały. I taką osobą jest chociażby Kacper Kowalski.
Moje relacje z Panem Dmowskim są trudne dłużej niż były łatwe. To wynika głównie z naszych ambicji, potem żalów i gniewu. Chociaż moglibyśmy wyciągnąć do siebie rękę na zgodę to wątpię czy miałoby to jakiekolwiek znaczenie, bo żaden z nas raczej nie ustąpi.
Ostatnie kilka miesięcy znacznie zacieśniło, jak i polepszyło, relacje z Panem Byfyjem. Jeszcze za czasów koalicji anty-AdS nie darzyliśmy siebie zbyt dużą sympatią. Przypuszczam, że obaj cierpieliśmy na coś, co nazwę "syndromem wicelidera". 
Chciałbym podziękować Panu von Eichenblattowi oraz Panu Groziwozkiemu. Dzięki Wam, nawet przy niedużej czasami aktywności, Suderland przetrwał jak i pozwoliliście go ulepszyć. Wasz wkład, choć cichy, jest nieoceniony. Mam nadzieję, że będziecie kontynuować to dalej, a nawet zdecydujecie się na coś więcej jeśli chodzi o zaangażowanie.
Ważne role w mojej mikronacyjnej karierze, odegrali (i odgrywają dalej) Pan Lotnik, który w dosyć trudnej chwili wsparł mnie i odciągnął od dymisji, Pan Mykko, pełniący swoje zadania niemal zawsze solidnie i z rzetelnością oraz Pan Maj, którego zdanie zawsze traktuję jako ważne oraz się z nim liczę i potrafi pomóc, wesprzeć, udzielić wsparcia.
Mam nadzieję, że moja historia mikronacyjna da motywację nowym (przyszłym) jak i młodym obywatelom do działania. Niemrawy początek nie musi oznaczać, że ktoś się do czegoś nie nadaje. Czekałem prawie rok na to aż pojawi się dla mnie szansa. Szansę trzeba wykorzystać, ale najpierw trzeba na nią czekać. Czasami krótko, a czasami długo.
Na koniec chciałbym zaznaczyć, że jeśli napisałem o kimś coś o negatywnym wydźwięku to nie chciałem w ten sposób kontynuować, bądź prowadzić agitacji na czyjąś szkodę. Po prostu przedstawiam swój punkt widzenia. 
Tą biografią chciałem również przyznać się do popełnionych błędów jak i oczyścić się z niektórych tajemnic i potencjalnych zarzutów.
Dziękuję.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
Topic Options
Wątek zamknięty