Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Nauka i religia
#1
Temat
Na początek chciałbym wyjaśnić, czego w zasadzie będzie dotyczył poniższy tekst. Jak się pewnie można domyślić po zarówno lokalizacji, jak i nazwie, opowiadać będzie o sprawach związanych z religią. Konkretniej zaś o konflikcie jednego z drugim. Skupię się głównie na rozwoju technologicznym oraz rozwoju moralnym tzn. tych wszystkich wartościach, które przekazuje przykładowo Biblia. Warto jeszcze na początek zaznaczyć, że jestem osobą wierzącą. Dlatego pomimo pewnych fragmentów jawnie odnoszących się do chrześcijaństwa, proszę potraktować ten tekst jako taki, który nie próbuje przekonać nikogo do jakiejkolwiek religii. A jedynie do wartości, jakie ona ze sobą niesie. 


Intencje
Ważne są tu również moje intencje. Bez nich nie będzie się mieć kontekstu do całego tekstu i można błędnie go odczytać. Bo będzie on dotyczył tego, o czym już wspomniałem w pierwszym punkcie. Trzeba sobie jednak jeszcze uświadomić, dlaczego o tym wszystkim piszę. Co mnie do tego nakłoniło. No cóż... Tutaj widzę przede wszystkim ten konflikt. Temat, który dzisiaj wybrałem jest jedną z najczęstszych przyczyn kłótni pomiędzy ateistą, a chrześcijaninem. Obydwoje wykluczają swoje wartości nawzajem i przez to nie mogą nigdy dojść do porozumienia. Sądzą, że nauka nie może istnieć zaraz obok religii, a religia obok nauki. Mam w tej kwestii kompletnie odmienne zdanie. I chciałbym je przedstawić oraz uargumentować. Może sprawi to, że przynajmniej te kilka osób na zawsze porzuci nic nie warte kłótnie na rzecz dyskusji z odpowiednim podejściem u obu stron.


Najważniejsze pytanie ludzkości
A więc od czego warto zacząć? Oczywiście pytania, które od tysięcy lat nęka umysł człowieka. Na jego podstawie powstało już mnóstwo materiałów. Między innymi chociażby film grupy Monty Pythona. Każdy z nas chciałby wiedzieć, co jest po śmierci i jaki jest w zasadzie nasz cel w życiu. Do czego wszystko to zmierza? W tej kwestii już pojawiają się pierwsze różnice pomiędzy zwolennikami nauki, a zwolennikami religii. Bo jak to niby pogodzić? Z jednej strony pada stwierdzenie, że najważniejszy jest rozwój. Że najlepsze, co możemy w naszym życiu zrobić, to przyczynić się do rozwoju świata. Pozostawić po sobie jak najwięcej i tym samym dać możliwość przyszłym pokoleniom czerpać z tego. Siebie musimy spisać na straty niestety. Bo nasze życie na tej planecie jest niestety skończone i możemy mieć jedynie nadzieję, że kiedyś ludzie osiągną nieśmiertelność. I już wiecznie będą korzystać z tego, co daliśmy im przez swoje życie. To jest w wielkim skrócie jedna z najpopularniejszych odpowiedzi wśród zwolenników nauki na pytanie o cel w życiu. W przypadku osób wierzących sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Chociaż raczej wszyscy zgadzamy się z tym, że powinniśmy zostawić coś dla naszych dzieci i wnuków, to ich cel w życiu jest nieco inny. Przede wszystkim należy według nich dbać o duszę. Niezależnie od kosztów, dążyć do zbawienia. Czegoś, co od zawsze było dla każdego człowieka marzeniem. Nieśmiertelności. Aby to uzyskać, należałoby odrzucić ziemskie dobra na rzecz czystości serca. To znaczy, zrobić coś, co dla wielu innych osób jest niedopuszczalne. Oznacza to zrzec się pogoni za lepszym jutrem dla całej ludzkości. A to wszystko po to, by skupić się na duszy i odnaleźć lepsze życie w niebie. Tak prezentuje się cel u większości osób wierzących. I tutaj łatwo dostrzec właśnie ten konflikt. Bo jedna strona pragnie budować lepszą przyszłość dla następnych pokoleń tu na ziemi m.in. poprzez rozwój technologiczny. Priorytetem jest rozwój ludzkości oraz naszego własnego, materialnego życia. A dla drugiej zaś strony najważniejsze jest dbanie o dusze nas samych. Ja chociaż jestem osobiście katolikiem, to dostrzegam tu wiele błędów w chrześcijańskim rozumowaniu. Oczywiście zdania u różnych osób się różnią i nie zawsze tak to wygląda, a jednak wielu błędnie interpretuje założenia chrześcijaństwa. I na pierwszy rzut ich oka te dwie rzeczy się wykluczają. Bo jak niby można pogodzić pogoń za życiem wiecznym oraz dbaniem o dusze z czysto świeckim podejściem związanym z naszym materialnym rozwojem? No cóż, można. A co więcej, jest to niezbędne w naszym życiu. I tego niestety wiele osób nie rozumie. Zarówno zwolenników nauki, jak i religii. Przez to właśnie wciąż nasze społeczeństwo jest rozdarte. Przez błędy, które potem przeradzają się w złą interpretacje tego, do czego mamy dążyć.


Rozwój, a rozwój
Teraz chyba można przejść do meritum. Pomimo swej wiary, to jedno w życiu wiem na pewno. Najważniejszy jest rozwój. To naczelna wartość i do niej każdy człowiek powinien dążyć. Zarówno wierzący, jak i ateista. Naukowiec oraz ksiądz. Żebrak oraz miliarder. Bo czy istnieje coś innego, co możemy dobrego dla siebie robić, niż rozwijanie się? Nie istnieje. I w zasadzie spięcia pomiędzy obiema stronami wymienionymi w punkcie wyżej wynikają w większości z jednego błędu. Złej interpretacji tego, do czego powinna dążyć osoba wierząca. Tytuł tego punktu nie jest przypadkowy. Gdyż faktem jest, że rozwój duchowy to nadal rozwój. Często nie jesteśmy tego świadomi, ponieważ kojarzy on się nam głównie z grupką okularników w białych kitlach, którzy grzebią coś przy wymyślnych urządzeniach. Albo z filmikami, które mają nam pomóc w ruszeniu naszego życia z miejsca i zrobienia w końcu czegoś pożytecznego. W kwestii religii raczej ciężko o tym myśleć. Gdy tylko przytoczymy wiarę w temacie rozwoju, od razu pojawia się pewne wyparcie. Wszyscy przecież pamiętamy wydarzenia ze średniowiecza. Jak to zabobonny kościół palił ludzi na stosach i próbował im wmówić, że żyjemy na talerzu. Przecież doskonale widzimy, że większość kościołów chociaż jest piękne, to sprawia wrażenie przestarzałych. Jakby czas tam się zatrzymał. Wszak każda religia garściami czerpie z tego, co już było. Wspomina dawne wydarzenia i na ich podstawie uczy dzisiejszych ludzi. U wielu ukształtowało się dziwne przekonanie, że zarówno kościół, jak i Biblia wręcz potępiają rozwój technologiczny. A nawet jeśli nie potępiają, to rozwój duchowy, za jakim lobbują wierzący stoi w sprzeczności z rozwojem technologicznym. Jest to oczywiście nieprawda. Gdyż przynajmniej chrześcijaństwo nigdzie takich rzeczy nie twierdzi. Mowa jest jedynie o nie przywiązywaniu się do ziemskiego majątku. I czy mamy to interpretować jako kompletnie zignorowanie spraw ziemiskich oraz skupienie się na tym, by mieć czyste sumienie? Absolutnie nie. Człowiek otrzymał w darze inteligencje oraz ciekawość świata. Niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w boską ingerencje w tworzeniu wszechświata, czy nie, zostaliśmy obdarzeni czymś wyjątkowym. Dzięki temu możemy właśnie się rozwijać. Dzięki inteligencji oraz ciekawości mamy właśnie ten cel w życiu. I wbrew pozorom, jest on taki sam dla wszystkich ludzi. Możliwość samodoskonalenia to coś, co wyróżnia nas spośród zwierząt. Naszym zadaniem jest rozwijać się na obu płaszczyznach. Zarówno tej duchowej, jak i materialnej (czyli m.in. technologicznej). I błędnym jest twierdzenie, że jedno wyklucza drugie. 

Nauka nigdy nie stała w sprzeczności z religią, czy zwyczajnym dbaniem o sprawy duchowe. Należy tu jasno te dwie sfery rozdzielić. Na sferę materialną oraz sferę duchową. Nie można ich ze sobą mieszać, a jednak mogą one, a nawet powinny egzystować tuż obok siebie. Czasem i łączyć się nawzajem. Nigdy jednak nie mieszać. Gdyż sfera duchowa kompletnie odbiega od sfery materialnej i nauka zajmująca się tą drugą nie może taką samą miarą osądzać pierwszej. Tu pojawia się pierwszy błąd wielu zwolenników naukowego podejścia. Wiary nie da się i nie można oceniać tymi samymi metodami, co fizyczne zjawiska. A przede wszystkim nie można skreślać wartości, które ze sobą niesie. Ponieważ są to wskazówki, w jaki sposób powinien przebiegać rozwój duchowy. Odrzucając niektóre nauki np. z Biblii zabieramy sobie możliwość poprawnego funkcjonowania w sferze duchowej. Czyli krótko mówiąc, upośledzamy swe życie. Na dodatek dzieje się to absolutnie bez powodu, ponieważ nie dość, że Biblia nie potępia rozwoju technologicznego, to jeszcze uznaje za grzech jego brak. Warto tu przytoczyć dwa fragmenty. Oba pochodzące z wcześniej wymienionego zbioru ksiąg. Pierwszy to przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30). Wspomniane tam jest o trzech sługach. Każdy z nich otrzymał pewną ilość talentów, które miał zwrócić swemu panu po jego powrocie. Pierwszy z nich zainwestował, pomnożył je i otrzymał za to nagrodę. Drugi uczynił podobnie. Trzeci zaś zakopał swój talent i nie zrobił z niego żadnego pożytku. Tej trójce sług można przypisać dwa rodzaje osób żyjących na ziemi. Pierwsi dwaj to ludzie, którzy rozwinęli się materialnie i nie zmarnowali otrzymanych darów. Darów, które jak wspominałem, są inteligencją oraz ciekawością. Trzeci zaś ze sług, to osoba, która nic nie uczyniła w swoim życiu. Nie wykorzystała tego, co otrzymała i straciła tym samym szanse na rozwój. Którego z tej trójki ukarał pan? Rzecz jasna trzeciego sługę. Cała ta sytuacja reprezentuje różne nastawienie do rozwoju materialnego i skutki tego. Teraz przytoczę drugi z fragmentów. Jest to przypowieść o siewcy (Mt 13, 1-8). Opowiada ona o człowieku, który wyszedł na pole i zasiał ziarno. Większość z tego ziarna z różnych powodów nie padła na ziemię żyzną i tym samym nie wydała plonu. Jedynie niewielka część wydała owoc. Siewcą rzecz jasna w tej przypowieści jest Bóg, który sieje swe słowo w sercach ludzi. Jego wzrost reprezentuje właśnie rozwój. I jedynie w niewielu sercach wzrasta na tyle, by przeżyć. Cała ta przypowieść opowiada o rozwoju duchowym oraz o tym, jak on przebiega u różnych osób. Większość z nich niestety zaprzepaściła szansę, a ich ziarno umarło. Zaś ci, u których Boże słowo się rozwinęło dostąpili zbawienia. Teraz pozostaje pytanie, dlaczego te dwie przypowieści znalazły się w tej samej ewangelii? Pomimo tego, że rzekomo Biblia skupia się jedynie wokół rozwoju duchowego, a czytający ją katolicy potępiają próby zrozumienia tego, co niezrozumiałe. 

Teraz warto może wyjaśnić, jakim wartościom odpowiada słowo Boże. Jest to oprócz, rzecz jasna, wiary i pokory wobec Boga, miłość do bliźniego. Miłowanie drugiego człowieka tak, jak to czyni Bóg. I chociaż nigdy nie jesteśmy w stanie dojść do takiej miłości, to możemy do niej dążyć. I to jest właśnie rozwój duchowy. Chęć pogłębiania własnej miłości wobec Boga, bliźniego oraz świata (również w przypadku ateistów, wystarczy skreślić to pierwsze). W taki sposób również chrześcijanie poznają swego Boga. I tu leży odpowiedz na wcześniej postawione pytanie. Chrześcijanie w taki właśnie sposób próbują poznać to, co niezrozumiałe. I chociaż nie czynią tego naukowymi metodami, to wciąż analizują (a przynajmniej powinni) własną wiarę, w tym słowo Boże. Gdyż inaczej tego nie można zrobić, jako że sfera materialna (naukowe podejście) musi zostać oddzielone od sfery duchowej. I właśnie dzięki tej prawdzie możliwym jest, że równocześnie obok siebie istnieją teksty o rozwoju duchowym oraz rozwoju materialnym ludzkości. Kluczem tutaj jest balans pomiędzy nimi. Każdy człowiek do poprawnego funkcjonowania musi zrównoważyć wysiłek włożony w rozwój materialny (karierę, rodzinę itd.), a w rozwój duchowy (własną wiarę, czy zwykłą moralność w przypadku ateisty). Takie oto są właśnie błędy obu stron. Jedna postanawia ignorować rozwój i boi się sprawdzania tego, co nieznane, a druga zakłada, że przekonania tej pierwszej są błędne, jako że istnienia ich autora nie da się potwierdzić naukowymi sposobami.. Obie się mylą i obie po trochu są winne temu, że wciąż u większości naszego społeczeństwa nie ma miejsca na dyskusje. Nauka oraz religia mogą i powinny żyć w harmonii ze sobą. Ludzie to zrozumieją, jeśli tylko naprawią błędy w swym rozumowaniu i poszukają połączenia pomiędzy obiema sferami. Połączenia, które przecież jest na wyciągnięcie ręki. 


Skutki braku balansu
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o tym, jakie skutki może mieć brak balansu pomiędzy rozwojem materialnym, a rozwojem duchowym. I tym samym zaznaczyć, jak ważne jest porozumienie pomiędzy zwolennikami jednego, a drugiego. A skąd wiemy, jakie skutki ma brak balansu? No oczywiście z historii. Na oba przypadki jest idealny przykład, z czego jeden to czasy nam współczesne. 

Przykładem tego, co się stanie, jeżeli ludzkość skupi się tylko i wyłącznie na rozwoju duchowym widać w średniowieczu, czy ogólnie dawniej funkcjonującym kościele katolickim. Wielu ludzi spłonęło na stosach tylko dlatego, że robili rzeczy, których duchowni nie mogli pojąć. Kościół chciał za wszelką cenę zatrzymać rozwój technologiczny rasy ludzkiej, czyli też i materialny. Nie tolerował osób, które pragnęły poznać tajemnice wszechświata i tym samym rozwinąć się materialnie. Choćby nasz rodak, Mikołaj Kopernik nie miał łatwo ze swoimi teoriami heliocentrycznymi. Również sprawę kształtu ziemi można tu przytoczyć. To dzisiaj może wydawać nam się oczywiste, ale kiedyś naprawdę ludzie sądzili, że żyjemy na talerzu z rozwieszoną nad nim kopułą (niektórzy nadal wierzą). No ale co poradzić, gdy mało kto był na tyle wykształcony, by temu zaprzeczyć. Religia celowo lub nie, ogłupiała swych wyznawców pod pretekstem rozwoju duchowego, a później wykorzystywała ich naiwność. 

Drugim przypadkiem jest zaś moment, w którym ludzkość zaczęła odrzucać rozwój duchowy na rzecz nauki. Dzieje się to właśnie na naszych oczach. W krajach zachodu realnego świata dzieją się coraz straszniejsze rzeczy, które jasno pokazują zacofanie pod względem duchowym. Moralność z roku na rok spada coraz bardziej. Wszystko w imię nowego, świeckiego modelu społeczeństwa. Gdy zaczęła wzrastać liczba takich osób, równocześnie zaczęła wzrastać liczba przypadków, które nie mieszczą się w głowach wielu z nas. Niektórzy ludzie po odrzuceniu nauk z Biblii, a tym samym rozwoju duchowego, stali się nieobliczalni. Świat chociaż prze do przodu w kwestii technologii, to stacza się coraz bardziej w sprawach moralnych. Skutki tego widać już dzisiaj, gdy w niektórych państwach dzieją się rzeczy, o których nam się nie śniło.


Podsumowanie
Takie są właśnie skutki braku harmonii pomiędzy rozwojem duchowym, a rozwojem materialnym. W obu przypadkach, gdy waga przechyla się zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, dzieją się rzeczy straszne. I jeśli chcemy uniknąć katastrofy, to nasze społeczeństwo musi rozpocząć dialog pomiędzy sobą. Wyeliminować błędy w swoim podejściu do drugiej strony i zacząć rozmowy, które pozwolą nam znaleźć harmonie oraz wdrożyć ją do życia. Tego również wam wszystkim życzę. Byście znaleźli złoty środek pomiędzy sprawami duchowymi i materialnymi. Bo tylko wtedy człowiek może być w pełni szczęśliwy. Dziękuję za uwagę i zapraszam do dyskusji.


Order za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#2
Widzę, że nikt nie podjął się komentarza tej jakże pięknej pracy. A szkoda, dawno u nas nie było na forum tak poważnego i zajmującego myśli tematu. 

Autor jawi nam się jako katolik a jednak z tekstu da się wywnioskować, że powtarza okropne stereotypy o Kościele. Stare numery o biskupach, którzy rozpalają stosy dla naukowców i uznawaniu, że ziemia to talerz? Przecież po przeczytaniu takich bredni powinienem zakończyć czytanie tego elaboratu. Pokutują cały czas w społeczeństwie te mity o średniowieczu i kościoła na naukę. Jak widać robota oświeceniowych doktorków a później wszelakiej maści liberałów i socjałów zrobiła swoje. W tym miejscu się zatrzymam i spróbuję przekierować dyskusję właśnie na te tory, jakie przedmówca ma dowody na to, że KK palił masowo rozliczne ilości ludzi nauk i wpychał ludziom teorię o płaskiej ziemi. Ja na początek mogę rzucić takie postacie jak św. Grzegorz z Nyssy, Izydor z Sewilli, Tomasz z Akwinu, którzy mieli inne zdanie.

A co to tego rozdźwięku między nauką a religią (czy on w ogóle istnieje) polecam posłuchać wykładu profesora Wolniewicza pt. "Chrześcijaństwo a filozofia współczesna". Jedna z najtęższych głów filozofii polskiej, był niewierzący, ale zawsze mnie to podnosiło na duchu, gdy w tylu pięknych słowach wypowiadał się o kościele. Ciekawe, gdzie teraz terminuje Smile
gen. Stanisław Dmowski 


Krzyż Czynu
Odpowiedz
#3
(16.05.2019, 11:08)Stanisław Dmowski napisał(a): Autor jawi nam się jako katolik a jednak z tekstu da się wywnioskować, że powtarza okropne stereotypy o Kościele. Stare numery o biskupach, którzy rozpalają stosy dla naukowców i uznawaniu, że ziemia to talerz? Przecież po przeczytaniu takich bredni powinienem zakończyć czytanie tego elaboratu. Pokutują cały czas w społeczeństwie te mity o średniowieczu i kościoła na naukę. Jak widać robota oświeceniowych doktorków a później wszelakiej maści liberałów i socjałów zrobiła swoje. W tym miejscu się zatrzymam i spróbuję przekierować dyskusję właśnie na te tory, jakie przedmówca ma dowody na to, że KK palił masowo rozliczne ilości ludzi nauk i wpychał ludziom teorię o płaskiej ziemi. Ja na początek mogę rzucić takie postacie jak św. Grzegorz z Nyssy, Izydor z Sewilli, Tomasz z Akwinu, którzy mieli inne zdanie.

Nie jestem z zawodu ani teologiem, ani historykiem. Więc nie będę się bił w pierś za jakieś błędy, chociaż nadal nie widzę tego wskazanego przez Pana. Moje wyznanie nie ma tu żadnego znaczenia. To, że jestem katolikiem nie oznacza, że nie mogę widzieć średniowiecznego kościoła w negatywnym świetle. Jeszcze nie spotkałem się z żadną osobą, która twierdziłaby, że te "stereotypy" nie były prawdziwe. Ludzi palono na stosach za różne dziwne rzeczy. I nie bez powodu postęp technologiczny zachodził tam tak wolno. Z pewnością nikt mi nie powie, że kościół wspierał jego rozwój. Zresztą (bo może o to Panu chodzi) za każdym razem, gdy to pisałem, robiłem to sarkastycznie, by zaprezentować stanowisko pewnych osób lub w kontekście historii.

(16.05.2019, 11:08)Stanisław Dmowski napisał(a): A co to tego rozdźwięku między nauką a religią (czy on w ogóle istnieje)

Istnieje, a przynajmniej w głowach przeciętnych ludzi. Wystarczy posłuchać zwykłych rozmów na ulicy, czy w internecie. Specjalnie zaznaczałem w tekście, że to błędne myślenie występuje u większości osób, a nie wszystkich. I chodzi mi tu o te osoby mniej zainteresowane tematem, które nie pomyślą nad nim dłużej. Do nich ten cały tekst jest skierowany. A nie do inteligentów, u których problemu łączenia religii i nauki nie ma. Komuś się może wydawać, że nadmuchałem ten problem i w większości sam go wymyśliłem. Jednakże zaznaczę jeszcze raz, że ten tekst wyjaśnia w zasadzie rzeczy oczywiste. Oczywiste dla osób, które myślały już trochę nad tym, ale niekoniecznie dla zwykłych szaraków, wśród których krążą różne dziwne stereotypy.


Order za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#4
Z tego co się orientuję to palono na stosach najczęściej w państwach protestanckich... W średniowieczu naprawdę rzadko dochodziło do jakichś zbrodni czy tortur. Chyba, że na krucjatach, ale wojny rządzą się swoimi prawami.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XI Kadencji, Prezes Związku Łowieckiego, Prezydent Miasta Deliland

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#5
(16.05.2019, 18:09)Ferdynand Dugosz napisał(a):
(16.05.2019, 11:08)Stanisław Dmowski napisał(a): Autor jawi nam się jako katolik a jednak z tekstu da się wywnioskować, że powtarza okropne stereotypy o Kościele. Stare numery o biskupach, którzy rozpalają stosy dla naukowców i uznawaniu, że ziemia to talerz? Przecież po przeczytaniu takich bredni powinienem zakończyć czytanie tego elaboratu. Pokutują cały czas w społeczeństwie te mity o średniowieczu i kościoła na naukę. Jak widać robota oświeceniowych doktorków a później wszelakiej maści liberałów i socjałów zrobiła swoje. W tym miejscu się zatrzymam i spróbuję przekierować dyskusję właśnie na te tory, jakie przedmówca ma dowody na to, że KK palił masowo rozliczne ilości ludzi nauk i wpychał ludziom teorię o płaskiej ziemi. Ja na początek mogę rzucić takie postacie jak św. Grzegorz z Nyssy, Izydor z Sewilli, Tomasz z Akwinu, którzy mieli inne zdanie.

Nie jestem z zawodu ani teologiem, ani historykiem. Więc nie będę się bił w pierś za jakieś błędy, chociaż nadal nie widzę tego wskazanego przez Pana. Moje wyznanie nie ma tu żadnego znaczenia. To, że jestem katolikiem nie oznacza, że nie mogę widzieć średniowiecznego kościoła w negatywnym świetle. Jeszcze nie spotkałem się z żadną osobą, która twierdziłaby, że te "stereotypy" nie były prawdziwe. Ludzi palono na stosach za różne dziwne rzeczy. I nie bez powodu postęp technologiczny zachodził tam tak wolno. Z pewnością nikt mi nie powie, że kościół wspierał jego rozwój. Zresztą (bo może o to Panu chodzi) za każdym razem, gdy to pisałem, robiłem to sarkastycznie, by zaprezentować stanowisko pewnych osób lub w kontekście historii.

(16.05.2019, 11:08)Stanisław Dmowski napisał(a): A co to tego rozdźwięku między nauką a religią (czy on w ogóle istnieje)

Istnieje, a przynajmniej w głowach przeciętnych ludzi. Wystarczy posłuchać zwykłych rozmów na ulicy, czy w internecie. Specjalnie zaznaczałem w tekście, że to błędne myślenie występuje u większości osób, a nie wszystkich. I chodzi mi tu o te osoby mniej zainteresowane tematem, które nie pomyślą nad nim dłużej. Do nich ten cały tekst jest skierowany. A nie do inteligentów, u których problemu łączenia religii i nauki nie ma. Komuś się może wydawać, że nadmuchałem ten problem i w większości sam go wymyśliłem. Jednakże zaznaczę jeszcze raz, że ten tekst wyjaśnia w zasadzie rzeczy oczywiste. Oczywiste dla osób, które myślały już trochę nad tym, ale niekoniecznie dla zwykłych szaraków, wśród których krążą różne dziwne stereotypy.

Nie jesteś historykiem, dlaczego więc zatem powtarzasz takie banjaluki? Nie spotkałeś się z żadną osobą, bo najpewniej twoje towarzystwo jak dzisiejsza młodzież jest bardzo słabo wyedukowane, najpewniej to są jak się teraz mawia "gimboateuszy", czyli zajadli ateiści, którzy już nawet nie schylają się po jakieś źródła, książki, tylko informacje czerpią z filmików internetowych a ich szczytowym osiągnięciem myślowym jest pytanie (jak mnie ono śmieszy zawsze), czy Bóg potrafi stworzyć taki kamień, który nie podniesie. 

Kościół w każdym okresie miał swoje zalety, ale i wady. Już Paweł w Liście do Koryntian upominał tamtejszych braci za pleniące się u nich pijaństwo i kazirodztwo. W średniowieczu kupczono funkcjami a wielu księży miało po kryjomu kochanki, dzisiaj też są problemy, głośne ostatnio. 

Sprawa tego rozwoju, to nie jest temat na jeden post, ale po krótce wytłumaczę, przypomnijmy sobie, kiedy się średniowiecze zaczyna. Jest to rok 476 przyjęty umownie, wtedy to Goci zdjęli z tronu zachodniorzymskiego Romulusa Augustusa. Nastają jak to mówi wielu wieki ciemne. Przez kilkaset lat Europa przeżywa najazdy przeróżnej maści ludów. Rzym pogrzebały plemiona germańskie, których najazdy spustoszyły do tego stopnia państwo rzymskie, że miasta niegdyś tętniące życiem zarastały trawą. Potem były najazdy Hunów, Longobardów, Ostrogotów, Awarów, także Słowian oraz Arabów. W tych wiekach decydowało się być albo nie być rodzącej się cywilizacji łacińskiej. Właściwy skok następuje wraz z renesansem karolińskim, który staje się pewnym wzorcem. Z tego co dobrze pamiętam wtedy zaczął się tworzyć model edukacji (przyparafialne szkółki, podział nauk na trivium i quadrivium). Dzięki zachowanym przez zakony dziedzictwie starożytnym (tak, to klasztory w dużej mierze przechowały dzieła greckiej filozofii, rzymskich rozwiązań prawnych,) zaczęła się kształtować niesłychanie piękna kultura średniowieczna. 

Ci ludzie powtarzający, trzeba to powiedzieć, za masonami i bolszewikami są w dużym błędzie. Kościół to nie była ciemnota, kościół niósł rozwój. Kiedy to wymyślono koncepcję tworzenia uniwersytetów? W średniowieczu. Kto spopularyzował książki? Watykan (tu sprostowanie, w starożytności teksty przekazywano w formie zwojów). Kto wymyślił koło wodne i stworzył jeden z najbardziej wydajnych sposobów gospodarowania na roli? Cystersi. Mnich nazwiskiem Perignon wymyślił szampana, Kopernik, który opracował słynną teorię był księdzem a zakonnik z Czech, Grzegorz Mendel stał się prekursorem genetyki. Długo bym wymieniał, ale szczerze mówiąc szkoda mi na to czasu, pewnie to wszystko jak grochem o ścianę. Zachęcam do lektury i nie słuchania znajomych (z nowoczesnych mediów to na twarzoksiążce jest strona pt. Katolicyzm Odkłamany, tam są demaskowane w sposób koncertowy wszelakie mity o kościele). Uzbroić się w argumenty i bronić wiary katolickiej. To że większość opowiada jakieś frazesy nie znaczy, że ma rację. Smile

No to doczekam się odpowiedzi, za jakie dziwne rzeczy palono na stosie? Bo ja nie przeczę, katolicy ciutkę spalili (w tym wielkiego mistrza templariuszy), ale prym w paleniu wiedli protestanci i to oni przyprawili gębę katolikom jako "palaczom".
gen. Stanisław Dmowski 


Krzyż Czynu
Odpowiedz
#6
(16.05.2019, 20:18)Stanisław Dmowski napisał(a): Kościół w każdym okresie miał swoje zalety, ale i wady. Już Paweł w Liście do Koryntian upominał tamtejszych braci za pleniące się u nich pijaństwo i kazirodztwo. W średniowieczu kupczono funkcjami a wielu księży miało po kryjomu kochanki, dzisiaj też są problemy, głośne ostatnio. 

Więc po co się wykłócasz? Mnie w tym momencie nie obchodzi, czy dzisiejszy kościół ma jakieś wady.

(16.05.2019, 20:18)Stanisław Dmowski napisał(a): Sprawa tego rozwoju, to nie jest temat na jeden post, ale po krótce wytłumaczę, przypomnijmy sobie, kiedy się średniowiecze zaczyna. Jest to rok 476 przyjęty umownie, wtedy to Goci zdjęli z tronu zachodniorzymskiego Romulusa Augustusa. Nastają jak to mówi wielu wieki ciemne. Przez kilkaset lat Europa przeżywa najazdy przeróżnej maści ludów. Rzym pogrzebały plemiona germańskie, których najazdy spustoszyły do tego stopnia państwo rzymskie, że miasta niegdyś tętniące życiem zarastały trawą. Potem były najazdy Hunów, Longobardów, Ostrogotów, Awarów, także Słowian oraz Arabów. W tych wiekach decydowało się być albo nie być rodzącej się cywilizacji łacińskiej. Właściwy skok następuje wraz z renesansem karolińskim, który staje się pewnym wzorcem. Z tego co dobrze pamiętam wtedy zaczął się tworzyć model edukacji (przyparafialne szkółki, podział nauk na trivium i quadrivium). Dzięki zachowanym przez zakony dziedzictwie starożytnym (tak, to klasztory w dużej mierze przechowały dzieła greckiej filozofii, rzymskich rozwiązań prawnych,) zaczęła się kształtować niesłychanie piękna kultura średniowieczna. 

Ci ludzie powtarzający, trzeba to powiedzieć, za masonami i bolszewikami są w dużym błędzie. Kościół to nie była ciemnota, kościół niósł rozwój. Kiedy to wymyślono koncepcję tworzenia uniwersytetów? W średniowieczu. Kto spopularyzował książki? Watykan (tu sprostowanie, w starożytności teksty przekazywano w formie zwojów). Kto wymyślił koło wodne i stworzył jeden z najbardziej wydajnych sposobów gospodarowania na roli? Cystersi. Mnich nazwiskiem Perignon wymyślił szampana, Kopernik, który opracował słynną teorię był księdzem a zakonnik z Czech, Grzegorz Mendel stał się prekursorem genetyki. Długo bym wymieniał, ale szczerze mówiąc szkoda mi na to czasu, pewnie to wszystko jak grochem o ścianę. Zachęcam do lektury i nie słuchania znajomych (z nowoczesnych mediów to na twarzoksiążce jest strona pt. Katolicyzm Odkłamany, tam są demaskowane w sposób koncertowy wszelakie mity o kościele). Uzbroić się w argumenty i bronić wiary katolickiej. To że większość opowiada jakieś frazesy nie znaczy, że ma rację. Smile

To jest oczywiste, że w każdym okresie były jakieś wynalazki. Człowiek zawsze musi coś wymyślić, niezależnie co mu mówią. Ale co to ma do rzeczy, skoro przez tysiąc lat można było wymyślić o wiele więcej? Kościół nie był ciemnotą? To dlaczego był w stanie chociażby zinterpretować Biblię w taki sposób, by zabijać innych w imię Boga albo palić "czarownice"? Można wiele pozytywnego o średniowieczu powiedzieć, ale na pewno nie to, że tamtejsi ludzie to byli oświeceni geniusze i kościół dał nam skok technologiczny o całe wieki.

(16.05.2019, 20:18)Stanisław Dmowski napisał(a): No to doczekam się odpowiedzi, za jakie dziwne rzeczy palono na stosie? Bo ja nie przeczę, katolicy ciutkę spalili (w tym wielkiego mistrza templariuszy), ale prym w paleniu wiedli protestanci i to oni przyprawili gębę katolikom jako "palaczom".

To jest naprawdę chwila szukania. Nie wiem, czemu się tak upierasz, że dawny kościół przysłużył się nauce. Może i coś po drodze wynajdywał, ale wielu uczonych zabił lub zniszczył, ponieważ uznał, że kontaktują się z siłami nieczystymi, czy z jeszcze innych powodów. Masz tu przykład - Pietro d’Abano.

I ja naprawdę nie twierdze, ze on czynił tylko źle. Że robił czystki uczonych i że pod egidą reptilian manipulował wiedzą. Ale z pewnością miał w sobie mnóstwo absurdów i kretyńskich przekonań, które doprowadziły do niesprawiedliwej śmierci wielu osób. I z pewnością lepiej dla nauki by było, gdyby ich nie miał.

(16.05.2019, 20:18)Stanisław Dmowski napisał(a): Nie jesteś historykiem, dlaczego więc zatem powtarzasz takie banjaluki? Nie spotkałeś się z żadną osobą, bo najpewniej twoje towarzystwo jak dzisiejsza młodzież jest bardzo słabo wyedukowane, najpewniej to są jak się teraz mawia "gimboateuszy", czyli zajadli ateiści, którzy już nawet nie schylają się po jakieś źródła, książki, tylko informacje czerpią z filmików internetowych a ich szczytowym osiągnięciem myślowym jest pytanie (jak mnie ono śmieszy zawsze), czy Bóg potrafi stworzyć taki kamień, który nie podniesie. 

Wiesz co, ja już w tym momencie nie mam ochoty na żadną dyskusję. Przyczepiłeś się do jednej z najmniej ważnych rzeczy w całym moim wywodzie, którą można wyciąć i przekaz będzie podobny. Zamiast komentować treści, jakie starałem się tym wątkiem przekazać, to uczepiłeś się jakiś historycznych problemików i zgrywasz wielkiego historyka. A na koniec sugerujesz mi, że całe moje towarzystwo to gimbusiarscy idioci. Bo najlepiej stwierdzić, że wcale nie mam racji. To po prostu moje otoczenie jest jakieś nienormalne. No gratuluję. Następnym razem cię po prostu zablokuje, jak będziesz mnie pytał "co zrobić, by było więcej dyskusji?"


Order za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#7
Wywiązała się pewna dyskusja, to chyba dobrze? Nie chcę zgrywać żadnego historyka, po prostu przedstawiłeś pewne tezy i się do nich ustosunkowałem na podstawie książek. 

O ludziach średniowiecza nie można oczywiście powiedzieć, że to byli oświeceni geniusze, choć tacy się zdarzali. Niemniej jednak mieli nad nami jedną kolosalną przewagę. Człowiek antyku i średniowiecza był przekonany o istnieniu pewnych zasad, których należy przestrzegać, wartości, wierzył w istnienie jakiegoś Absolutu. W tym górują nad człowiekiem nowożytnym, który zwątpił we wszystko. 

Tak na szybcika sprawdziłem sobie postać tego D'Abano, narazie tylko w wikipedii. Wynika stamtąd, że popełnił samobójstwo przed wyrokiem, oskarżono go o magię, ale jest wspomniane, że nie był to główny zarzut. Podnoszono kwestię pobierania przez niego wygórowanych opłat, co można podciągnąć pod lichwę, którą zaciekle tępiono.
gen. Stanisław Dmowski 


Krzyż Czynu
Odpowiedz
#8
(16.05.2019, 22:54)Stanisław Dmowski napisał(a): Wywiązała się pewna dyskusja, to chyba dobrze? Nie chcę zgrywać żadnego historyka, po prostu przedstawiłeś pewne tezy i się do nich ustosunkowałem na podstawie książek. 

Zacząłem wyczuwać pewien niemiły ton w pewnych fragmentach twoich wypowiedzi. Rozmawiam nie tylko z gimbomateuszami i naprawdę potrafię ich odróżnić od inteligentnych ludzi.

(16.05.2019, 22:54)Stanisław Dmowski napisał(a): O ludziach średniowiecza nie można oczywiście powiedzieć, że to byli oświeceni geniusze, choć tacy się zdarzali. Niemniej jednak mieli nad nami jedną kolosalną przewagę. Człowiek antyku i średniowiecza był przekonany o istnieniu pewnych zasad, których należy przestrzegać, wartości, wierzył w istnienie jakiegoś Absolutu. W tym górują nad człowiekiem nowożytnym, który zwątpił we wszystko. 

Co prawda to wątpienie dało mnóstwo odkryć naukowych i ruszyło świat do przodu, jednak wciąż - dla niektórych niewiedza jest błogosławieństwem. Minie jeszcze dużo czasu, zanim człowiek będzie miał jednocześnie wiedzę i wiarę. A może nigdy to nie nastąpi.

(16.05.2019, 22:54)Stanisław Dmowski napisał(a): Tak na szybcika sprawdziłem sobie postać tego D'Abano, narazie tylko w wikipedii. Wynika stamtąd, że popełnił samobójstwo przed wyrokiem, oskarżono go o magię, ale jest wspomniane, że nie był to główny zarzut. Podnoszono kwestię pobierania przez niego wygórowanych opłat, co można podciągnąć pod lichwę, którą zaciekle tępiono.

Pomijam już kwestię, że kara śmierci za lichwę też jest swego rodzaju absurdem. To jego samobójstwo w zasadzie można przypisać jako zabójstwo inkwizycji. Wyrok już został wydany. On przypuszczam, że jedynie chciał zginąć wedle własnej woli.


Order za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#9
Zakończę zatem te dywagacje historyczne, bo do niczego nie dojdziemy. Zachęcam jeszcze raz do lektury i niepowoływania się na otoczenie. Jak widać te mity o ciemnym średniowieczu, o krwiożerczej inkwizycji pokutują jeszcze w społeczeństwie. Komuniści odwalili w tym względzie kawał dobrej roboty wpychając kolanem do głów ludzi te oświeceniowe kalki. Historycy w dużej mierze zdążyli te wyżej wymienione mity obalić, wskazując na to, że przekaz, który do tej pory znaliśmy to w dużej mierze efekt "propagandy" protestantów a także żydów. Kościół oczywiście swoje grzeszki miał, ale zostały one w ogromny sposób wyolbrzymione, zdecydowanie.

Odnosząc się już jednak do meritum sprawy, bo autor mnie to tego namawiał wypowiem się tak: chrześcijaństwo przez wieki było awangardą postępu, za kościołem kryła się nauka i rozwój. Dobrze się mówi o tym, że kto rządzi postępem, rządzi światem. Otóż Watykan tą władzę niestety utracił, trudno jest mi powiedzieć, gdzie można postawić granicę czasową. Jedni by powiedzieli, że taki coraz większy rozdźwięk datuje się na oświecenie, inni że wraz z publikacją dzieła Darwina, jeszcze inni, że wraz z XX wiekiem. Przodować zaczęła nauka, w której nie było już miejsca dla zagadnień duchowych, było tylko miejsce dla materialnych. Kościół ma wielki problem do dzisiaj z takimi zagadnieniami jak in vitro, inżynieria genetyczna, niektóre wyznania protestanckie dalej stoją na stanowisku, że transplantacja czy przetaczanie krwi jest niedopuszczalne. 

Bardzo ładnie to napisałeś, potrzebny jest balans między nauką a wiarą. Dzisiaj w świecie zachodnim niestety nastąpiło przechylenie w stronę "nauki", którą specjalnie napisałem w cudzysłowiu. Dzisiaj na tamtejszych uniwersytetach mówi się o takim wynalazku jak płeć kulturowa i promuje się eugenikę. Tak, eugenikę, która jest pseudonauką, żeby nie powiedzieć, szarlatanerią, która co ciekawe nie narodziła się w nazistowskich Niemczech, nie wymyślił jej Mengele ani jemu podobni doktorkowie obozowi. Eugenikę wymyślili Amerykanie, którzy chcieli udoskonalić swoje społeczeństwo poprzez sterylizację jednostek, które "odbiegały inteligencją od normy", ale i tzw. świadome rodzicielstwo (termin dzisiaj często stosowany, brzmi ładnie zresztą), czyli przymusowa aborcja dzieci "nadwyżkowych", że tak się wyrażę. Ten projekt już dawno został ośmieszony przez casus ośrodka Grahama z USA, który to prowadził projekt banku spermy, zbierając ją do badań od osób szczególnie uzdolnionych, o wysokim ilorazie inteligencji, okazało się, że z tych komórek żadni geniusze się nie urodzili, prawdopodobieństwo na to jest znikome (ale jest) a o tym, czy ktoś jest wybitny decyduje w dużej mierze przypadkowy dobór genów. Smile
gen. Stanisław Dmowski 


Krzyż Czynu
Odpowiedz
#10
Tak się zastanawiam. Temat miał dotyczyć świata mikronacyjnego czy realnego?
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Kierownik Resortu Spraw Wewnętrznych, Marszałek Senatu, Senator XI Kadencji, Prezes Związku Łowieckiego, Prezydent Miasta Deliland

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
Odpowiedz
#11
Nawet jeśli realnego to nic to nie szkodzi. W wielu mikronacyjnych uczelniach poruszano realne zagadnienia m.in. teologii.
gen. Stanisław Dmowski 


Krzyż Czynu
Odpowiedz
Topic Options