Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł! Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.

"Na polach Florandrii"
#1
Cytat:
"Na polach Florandii"
mjr. Wilhelm Kopiec

[Obrazek: 2000.096.012_1.jpg]



WSTĘP

Służbę w Siłach Zbrojnych zacząłem w styczniu 2018 roku. Skorzystałem z naboru w Akademii Oficerskiej i udało mi się uzyskać stopień podporucznika i przydzielono mnie do jednej z sekcji piechoty należącej do 57. batalionu z 20. pułku 2. Dywizji Piechoty. Do rozpoczęcia konfliktu w Koburgii uzyskałem awans na stopień majora dzięki wzorowej służbie podczas akcji antypartyzanckich latem i stałem się dowódcą 57. batalionu.
Przed konfliktem poznałem wielu towarzyszy broni, co sprawiło, iż komunikacja w naszej jednostce była bardzo dobra, a sam konflikt... bardzo trudny. Niestety, wojna ma to do siebie, że nieważne jak bardzo byśmy chcieli, nie każdy ją przeżyje. Trudne było patrzenie jak jeden z towarzyszy umiera.
Książkę tę dedykuję właśnie poległym kompanom z 57. batalionu. Suderlandzkie Siły Zbrojne to nasz suderlandzki klejnot w koronie. Każdy szanuje suderlandzkiego żołnierza, w kraju panuje etos żołnierza, a służbę wojskową pełni ok. 10% naszej populacji. Lecz nie każdy ma możliwość służenia na froncie. Konflikty lokalne nie angażują sił całego państwa. A cywile o wojnie wiedzą głównie z telewizji i gazet, myślą, że wojna to nasza przygoda, z której wracamy zadowoleni.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#2
Cytat:
ROZDZIAŁ I
ODPRAWA

Na koburgijskim wybrzeżu znaleźliśmy się wieczorem 26 października. Na stracie zostaliśmy już zaskoczeni. Czekał nas mróz i padający śnieg. Sprawiło to duże problemy logistyczne. Zostaliśmy szybko przetransportowani do Monte Avido. Około godziny 22:00 byliśmy w mieście. 
Monte Avido zostało zdobyte przez powstańców - zwykłych prosuderlandzkich separatystów, ale również wspierane przez nasz wywiad siły faszystowskie. Zostaliśmy przywitani jak wyzwoliciele, a budynki Monte Avido były udekorowane naszymi narodowymi barwami. Z rozgłośni radiowych leciały komunikaty mające zachęcić mieszkańców miasta do przywitania nas i okazania życzliwości. Z racji, że walki o miasto zakończyły się 26 października około 18:00, miasto było w niezbyt dobrym wizualnym stanie. Na niektórych drogach zalegały gruzy i barykady. Inne były zniszczone. Z niektórych obszarów miasta dochodziły dźwięku wystrzałów z karabinów maszynowych. Przypuszczam, że niektóre powstańcze drużyny lub sekcje rozstrzeliwały jeńców. W ogóle mało było jeńców. Aż tylu wrogów zginęło? A może tak wielu się wycofało? Czy po prostu zostali rozstrzelani?

O 22:30 znalazłem się w sztabie wraz z trzema sierżantami - Gustawem Bluszczem, Manfredem Katzem i Markiem Stromem. Wszedłem na odprawę 7. Brygady Piechoty (sierżanci musieli poczekać), gdzie znajdowali się: dowódcy 19 i 20 pułku piechoty oraz dowódcy batalionów 19,20, 54, 55, 56, 57, 58 i 59. Generał Major Feliks Walter wydał poszczególne rozkazy:
A) 19. pułk piechoty miał opuścić miasto i okopać się na południe oraz na wschód od Monte Avido;
B) 20. pułk piechoty po przybyciu do miasta 21. pułku piechoty miał opuścić Monte Avido, skierować się na południowy zachód i uderzyć nad ranem na pozycje wroga, połączyć się z wojskami nacierającymi od południa oraz ze spadochroniarzami, którzy zostaną zrzuceni na ten obszar;
C) 21. pułk piechoty miał za zadanie pełnić funkcję garnizonową w Monte Avido.

Niestety, śnieg spowolnił 21. pułk piechoty i nasza jednostka musiała poczekać. Następnie na odprawę wezwał nas Pułkownik dowodzący naszym pułkiem. Spotkaliśmy się w pięciu - Pułkownik Adam Wolf, Podpułkownik (dowódca 20. pułku wsparcia) Giovanni Balbo, oraz Majorowie - Antoni Rzepa, Maksymilian Rolf i ja. Tam ustaliliśmy kierunek natarcia. Brygada wsparcia (niezbyt dobrze wyposażona w broń wsparcia) miała zabezpieczyć nasze flanki. 58. batalion miał oczyścić obszar bagienny zanim znajdą tam się spadochroniarze. Teren nie sprzyjałby naszym towarzyszom z innej jednostki do walki na bagnach (zwłaszcza, że wyskakiwali z samolotów!). 59. batalion miał oczyścić las i dotrzeć do pobliskiej wsi. Spadochroniarze mieli lądować za wsią, a więc kiedy rozpocząłby się zrzut, żołnierze pięćdziesiątego dziewiątego mieli uderzyć na wieś i skupić na sobie wrogich żołnierzy.  Ja otrzymałem rozkaz zdobycia wzgórz: 311, 312 i 313 ze szczególnym naciskiem na wzgórze 311. Pułkownik powiedział, że ten kto kontroluje te wzgórze, kontroluje całą okolicę, ponieważ umożliwia obserwowanie bardzo dużego obszaru. Dodatkowo zapewnia kontrolę nad okolicznymi drogami. 

Z racji, że nasza jednostka została skierowana do pełnienia funkcji garnizonowych przez najbliższą godzinę lub dwie do momentu przybycia 21. pułku, zajęliśmy się tym zadaniem najlepiej jak tylko mogliśmy. Czym prędzej zainstalowaliśmy władzę wojskową w mieście kończąc porachunki komunistycznych bojówek i faszystowskich milicjantów. Faszystom postawiliśmy ultimatum, że albo oddadzą się pod nasze dowództwo, albo ich aresztujemy. Zgodzili się. Z kolei komunistów zagnaliśmy do parków gdzie założyliśmy tymczasowe obozy dla jeńców. I nie mógł im spaść choćby włos z głowy. Jeden z rzeźników współpracującej z nami milicji faszystowskiej zarobił kulkę w łeb od sierżanta Katza. Nie chciał się podporządkować i zaczął machać przed nami bronią. 

O godzinie 00:15 27 października przybył do miasta 21. pułk piechoty. My zostaliśmy zluzowani i o 00:30 wyruszyliśmy z Monte Avido. U podnóża wzgórz znaleźliśmy się o 2:00. Dałem żołnierzom czas na godzinę odpoczynek. Atak i tak był zaplanowany na 3:30 (spadochroniarze z kolei mieli zostać zrzuceni o 4:00). Szykowała się nasza pierwsza bitwa w tej kampanii.


Załączniki

[Obrazek: Bo38mtw.jpg]

Oto mapa naszych wzgórz. Na środku znajduje się wzgórze 311, po bokach - 312 i 313. Między nimi są drogi. Rozkazałem skoncentrowanie naszych sił na zdobyciu wzgórza 311, do zdobycia wzgórz 312 i 313 oddelegowałem 4 drużyny piechoty. Jak się okazało później - nie trzeba było więcej. Skontaktowałem się również ze sztabem dywizji pancernej. Obiecano nam wsparcie w postaci kompanii "Panter".
Jaki był plan? Uderzyć z obu stron na wzgórze  i je zdobyć. Następnie zabezpieczyć sam szczyt i podnóże szczytu. Poza tym zdecydowałem o zajęciu dwóch okolicznych dróg w celu uniemożliwienia wrogowi wbicia klina między nasze linie i okrążenia wzgórza 311.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#3
Cytat:
ROZDZIAŁ II
WZGÓRZE 311


O 3:30 rozpoczęliśmy atak. Zdecydowałem o wysłaniu w kierunku wzgórz kompanii A. Kompanie B i C miały pełnić funkcję rezerw. Każda taka kompania składa się z 10 sekcji piechoty liczących 10 żołnierzy. 1 sekcja składa się z 2 drużyn po 5 żołnierzy. W skład kompanii wchodzą kolejno: 1 sekcja saperów, 3 sekcje grenadierów pancernych, którzy są odpowiedzialni za zwalczanie wrogich pojazdów (posiadają ręczną broń ppanc.) i 6 sekcji zwykłych grenadierów (tutaj należy wyróżnić 3 typy grenadierów - grenadier ludowy, czyli żołnierz z poboru, o najmniejszym doświadczeniu, fizylier - piechur odpowiedzialny za przeprowadzenie działań infiltracyjnych, lekko uzbrojony o dużym doświadczeniu i zdolnościach, przystosowany do skoordynowanych z wojskami pancernymi operacji ofensywnych oraz zwyczajny grenadier, czyli piechur zawodowy). 
Na wzgórza 312 i 313 wysłałem odpowiednio po jednej sekcji grenadierów i 1 sekcji grenadierów pancernych. Pozostałe sekcje (a więc 1 sekcja saperów, 4 sekcje grenadierów i 1 sekcja grenadierów pancernych) poprowadziłem do ataku na wzgórze. Samo wzgórze było słabo bronione przez wroga. Znajdowało się tam może z... 10 żołnierzy? Widziałem dwóch wyróżniających się na tle pozostałych żołnierzy. Może oficerowie? Zaczekałem z daniem sygnału do ataku i czekaliśmy w krzakach. Potwierdziły się moje przypuszczenia, że to oficerowie. Rozmawiali o naszej sytuacji. Zasugerowali, że w wojsku Korpusu Suderlandzkiego oraz w jednostkach powstańczych panował niesamowity bałagan logistyczny i wszyscy się miotamy. Mieli dużo racji, dopiero co przybyliśmy do Koburgii oraz w dalszym ciągu rozładowywaliśmy nasze wojsko. Oficerowie dalej rozmawiali i zastanawiali się dlaczego rząd koburgijski nie decyduje się na atak na Monte Avido. W okolicy miasta mieli przewagę liczebną, a padający śnieg zablokowałby nasze wsparcie powietrzne. Jeden z nich stwierdził, że nasze suderlandzkie wojsko się miota, ale z powodu naszej, suderlandzkiej interwencji, wojska rządu koburgijskiego również się miotają, w dodatku nie posiadają urządzeń radiowych i nie mogą się porozumiewać
Usłyszałem już wystarczająco wiele. Rozkazałem żołnierzom zajęcie pozycji i obranie celów. Wszyscy wrodzy żołnierze padli wraz z rozpoczęciem akcji. W końcu nie było ich dużo. Zajęliśmy wzgórze bardzo szybko i bardzo łatwo... Za łatwo. 
Rozkazałem saperom przygotowanie stanowisk obronnych. Na wzgórzu leżało wiele worków z piaskiem, a więc nie trwało to długo. W dodatku rozpalili kilka ognisk, bo było cholernie zimno. Może to i zły pomysł, bo wróg mógł przez to zobaczyć, że tu jesteśmy. O 4:00 miał rozpocząć się zrzut spadochroniarzy, ale go nie było. Skonsultowałem się ze sztabem. Uzyskałem odpowiedź, że zrzut musi zostać opóźniony z powodu śnieżycy. Wróg mógł się dowiedzieć, że zdobyliśmy wzgórze. W tej zamieci jakiś obserwator wroga mógł zauważyć nas, a my niekoniecznie musieliśmy zobaczyć jego.

O 4:15, u podnóża wzgórza 311 zobaczyliśmy ok. wrogich żołnierzy. Sądząc po wyposażeniu i umundurowaniu, byli dosyć wymieszani pod względem uzbrojenia, a więc - pewnie i pod względem doświadczenia oraz umiejętności. Otworzyliśmy do nich ogień jak tylko wyszli z krzaków na otwarte pole. Wywiązała się dosyć zaciekła bitwa. Wróg biegł pod kule, a mocny wiatr i słaba widoczność sprawiały, że nasze strzały niekoniecznie były celne. Mimo to, do naszych pozycji podbiegło ledwo około 10 żołnierzy. Obrzucali nasze pozycje granatami. Większość z nas rzuciła się na ziemię i uniknęła odłamków, ale 4 saperów poważnie oberwało. Padli na ziemię z ranami brzucha, nóg. Jeden z nich miał wręcz posiatkowaną szyję i wykrwawił się na naszych oczach. Ci co obrzucali nasze pozycje granatami zostali zabici w walce. Próbowali się wycofać, ale nie udało im się. Podczas tych kilku minut potyczki pogoda poprawiła się. Śnieg przestał padać, a więc pojawiła się szansa na zrzut spadochroniarzy. 

Korzystając z sytuacji, w nadziei, że wrogie siły w okolicy wzgórza zostały poważnie osłabione, rozkazałem czterem sekcjom piechoty zajęcie obszaru skąd nadszedł wróg. Wezwałem również do walki kompanię B. Jej zadaniem zostało zabezpieczenie okolicznych dróg oraz uzupełnienie pozycji obronnych na szczycie wzgórza. Skierowałem również kolejne 4 sekcje kompanii B do wsparcia nacierających sekcji kompanii A. 

Obserwowałem natarcie ze szczytu. Tam na dole rozpętało się niezłe piekło... Wróg dysponował miotaczami ognia. Prawdopodobnie chciał nas nimi wykurzyć ze wzgórza. Miałem nadzieję, że wróg nie był przygotowany na nasze natarcie. Tak też się stało. Po krótkich seriach z miotaczy ognia nastąpiło kilka wybuchów. O tym, że wróg dysponuje miotaczami dowiedzieliśmy się już w Monte Avido od milicjantów. Poradzili nam strzelać w zbiorniki, wywołuje to wybuch. Najwyraźniej moi żołnierze pamiętali o tym. Około 4:30 przybiegł do mnie sierżant Katz i powiadomił, że żołnierze zajęli te pozycje przy stratach 3 zabitych i 14 rannych.

Zaraz potem usłyszeliśmy ryk silników. Oto nadleciały Junkersy, a w nich spadochroniarze, którzy rozpoczęli desant. Obudziło to wszystkie działa wroga i rozległ się jeszcze większy hałas - z dział. Wróg również wystrzelił race... Nie wiadomo w sumie po co. Noc skrywała ich pozycje oraz ruchy. Dzięki nim poznaliśmy wszystkie wrogie pozycje oraz zauważyliśmy wrogą kompanie piechoty idącą w kierunku wzgórza. Wraz z nią poruszała się kompania pancerna (5 czołgów). Po co to zrobili? Aby naświetlić naszych spadochroniarzy? To nielogiczne...

Skonsultowałem się ze sztabem. Dostałem informację, że zostanie wysłana nam tylko 1 "Pantera". Pozostałe 4 czołgi z kompanii zostały skierowane na bagna, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło z tego co usłyszałem. Tak więc, odparcie ataku wrogich czołgów leżało w rękach załogi jednego czołgu oraz naszych grenadierów pancernych.

Jaka taktyka obronna? Zastosowałem dosyć nietypową taktykę. Rozkazałem wystrzelenie flar w momencie kiedy zbliżą się wrogie wojska do wzgórza. Celem było skupienie wrogich sił na naszych pozycjach, odwracając jego uwagę od ukrytych w krzakach grenadierów pancernych z bronią przeciwpancerną. Nasza "Pantera" schowała się za workami z piaskiem. Dzięki grubemu pancerzowi przedniemu, a zarazem workom z piaskiem, przebicie jej pancerza stało się wręcz niemożliwe. 

Naszym grenadierom pancernym udało się zniszczyć 2 czołgi i szybko wycofali się na nasze pozycje. Pantera zniszczyła jedną maszynę. Prowadziliśmy skuteczny ogień i wrodzy żołnierze padali jeden po drugim. Niestety, około 50 wbiegło na szczyt i rozpętało się duża potyczka na krótkim dystansie. Sam zastrzeliłem ze swojego pistoletu 3 lub 4 wrogów. Lecz wyskoczyło kolejnych dwóch z bagnetami i biegli w moją stronę. Kilka metrów przede mną jednak padli. Za moimi plecami stali sierżant Bluszcz oraz jeden z grenadierów. Podziękowałem im za uratowanie mi życia. Niestety, ten grenadier nie przeżył starcia - zginął minutę lub dwie później. Wróg rzucał w nas granatami, które wybuchały wszędzie. Wielu z nas poniosło mniej lub bardziej poważne rany. W czasie kiedy na wzgórzu trwała krwawa potyczka, załoga "Pantery" wyruszyła w kierunku pozostałych wrogich czołgów, którym udało się schować za drzewami i wyszły spoza pola widzenia celowniczego czołgu. Jedna sekcja grenadierów pancernych wyruszyła wesprzeć czołg. Doszło do walki pancernej na krótki dystans. Nasz czołg zniszczył wrogą maszynę z odległości około 25 metrów. Niestety obok wrogiego czołgu stał drugi. Z tej odległości zalety pancerza "Pantery" niewiele by dały. Lecz na szczęście wróg spudłował, a załoga naszego czołgu wystrzeliła w jego kierunku bardzo szybko i również wróg stanął w płomieniach.

Walka na wzgórzu skończyła się około godziny 6:00. Wtedy ostatni żołnierze wroga zrezygnowali z ataku i się wycofali. W tej walce straty naszego batalionu wyniosły 46 żołnierzy. Aż 22 poniosło śmierć z kolei 24 zostało rannych. 10 z nich odniosło poważne rany i zakończyli swój udział w walce o Koburgię. Jakie były straty wroga? Ciała wrogich żołnierzy znosiliśmy przez około 4 godziny. Naliczyliśmy ich ponad 200. 

Po godzinie 10:00 przyszli do nas żołnierze z 58. batalionu walczącego na bagnach. Zostali zluzowani przez spadochroniarzy. Z 300 żołnierzy bez szwanku wyszło około 50... Śmierć poniosło około 80, a więc... około 170 poniosło rany. Rozmawiałem z Majorem Rolfem. Powiedział, że wróg od 4:00 do 7:00 nieustannie atakował. Prawie cały czas trwała tam walka wręcz. Major powiedział, że po 5 minutach tego starcia, cała jednostka wyglądała jak "armia żywych trupów". 

Teraz czekaliśmy na dalsze rozkazy. O 14:00 otrzymaliśmy informację, że spadochroniarze domknęli kocioł i okrążono kilka tysięcy żołnierzy rządu koburgijskiego. 

ZAŁĄCZNIKI

W każdej jednostce znajduje się kilku korespondentów odpowiadających za fotografowanie starć. Zamieszczam kilka zdjęć z walk na wzgórzu.

[Obrazek: g8cajfO.jpg]

Tutaj kilku saperów, grenadierów oraz ja. Chyba każdy widzi oficera. Grzejemy się przy ognisku i czekamy na ruch wroga.

[Obrazek: Zdq78MA.jpg]

Tutaj ja oraz kilkunastu moich żołnierzy. W oddali widać kilku żołnierzy wroga, którzy nacierają na nasze pozycje. My do nich strzelamy.

[Obrazek: kORe44T.jpg]

Ja oraz 3 żołnierzy. To chyba zdjęcie tuż sprzed sytuacji kiedy uratowali mnie sierżant Katz i jeden z grenadierów. Na zdjęciu widać jeszcze jednego żołnierza (jest nas 4).

[Obrazek: EwAQzRx.jpg]

Pantera przybyła na wzgórze.

[Obrazek: jg0aqRc.jpg]

Zdjęcie uchwyciło moment wybuchu wrogiego czołgu. Nie widać go przez dym. Czołg wroga został zniszczony po strzale Pantery, która jest na zdjęciu.

[Obrazek: JSNuj8D.jpg]

A tu wrogi czołg, możliwe, iż tuż przed zniszczeniem.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#4
Cytat:
ROZDZIAŁ III
TRUDNA PRZEPRAWA

O 15:00 przyszły rozkazy. Mój batalion piechoty miał zająć Sektor Anton. Cóż to było? Dostałem mapę z dosyć ciekawym ukształtowaniem terenu i najwyraźniej błędnym oznaczeniem kierunków geograficznych. No cóż, zdarza się, ważne, że wiedziałem o co chodzi. Był to obszar mniej więcej kwadratowy, poprzecinany niewielkimi rzekami. Na środku znajdowało się coś podobnego do wyspy. Tam znajdowała się wieś. Wieś ta była dosyć ważnym węzłem komunikacyjnym. Prowadziły do niej 4 drogi - same mosty, które były zniszczone w wyniku ostrzału z morza. Obok tej wsi leżącej na, nazwijmy to "wyspie" znajdowały się kolejne dwie wyspy. Pasmo tych 3 wysp rozdzielało teren kontrolowany przez nas oraz teren kontrolowany przez wroga. Oczywiście, prawdopodobnie na obszarze wysp również znajdował się wróg.

Do walki wyznaczyłem kompanię C. Postanowiłem dać odpocząć chłopakom z "A" oraz "B". Walczyli całą noc i wiele rzeczy już widzieli. Aby ułatwić komunikację między mną, a dowódcami sekcji i drużyn, oznaczyłem te wyspy. Z materiałów wywiadowczych wynikało, że najłatwiej i najszybciej możemy zająć wyspę leżącą po "prawej" stronie na mapie. Jednakże w rzeczywistości, ta wyspa była wysunięta na północ, a nie na wschód. Most nie ucierpiał mocno i piechota mogła przejść. Szybko zajęliśmy wyspę. Wróg się nie spodziewał nas i przejęliśmy ją bez strat. 

Po kilku minutach dotarły do nas czołgi lekkie "Luchs". Postanowiłem o przejęciu wyspy "lewej" (czyli południowej geograficznie) Saperzy wybudowali nowy most i przedostały tam się nasze czołgi. Szybko wyparły wroga. Jednakże gdyby nie przytomna postawa naszej piechoty, mogłoby nie być tak kolorowo. Wróg posiadał rusznice pancerne i z łatwością zniszczyłby "Luchsy". Druga wyspa zajęta i znowu bez strat własnych.

Czas na wyspę centralną. Wróg z pewnością był przygotowany, a poza tym - odbudował most. Postanowiłem o dosyć ryzykownej taktyce. Rozdzieliłem swoją kompanię na dwie grupy uderzeniowe. Jedna (pod moim dowództwem) miała przeprowadzić atak zaczepny na wyspę. Wesprzeć miał ją czołg "Luchs" (pozostałe zostały niestety odesłane i nie dysponowałem dużą siłą ognia, ale wzamian otrzymałem czołg średni "Panzer IV"). Druga część miała przygotować zasadzkę po stronie naszego terytorium. Zasadzkę miał wesprzeć właśnie "Panzer". 

Saperzy odbudowali most i ruszyliśmy do ataku. Niestety, "Luchs" został zniszczony po około minucie walki. Dostał z działa ppanc i go rozerwało. Moi żołnierze znacznie przerzedzili szeregi wroga przy niewielkich własnych stratach. Wróg następnie zdecydował się na kontratak rzucając około 100 żołnierzy w naszym kierunku. Wyskoczyli z bagnetami i okrzykiem. Postanowiłem o odwrocie, ale przed tym piechurzy wyposażeni w pistolety maszynowe skutecznie przerzedzili siły wroga. Niestety w cerkwi stali żołnierze z rusznicami i zaczęli nas ostrzeliwać. Niewielu z nas trafili, ale trafili sierżanta Stroma. Pocisk z rusznicy trafił go w plecy i nie miał szans na przeżycie. Gorzej, że pocisk ten nie zabił go na miejscu, a to trwało długo... I jeszcze gorzej, że żaden z nas nie mógł przy nim zostać... Był pozostawiony sam sobie.

Wróg wszedł w zasadzkę i został zmasakrowany. Przystąpiliśmy do ataku na wieś. Zdobyliśmy ją w 3 minuty. Następnie nie czekając ruszyliśmy do szturmu na bazę wroga. Panzer IV oczyścił nam drogę z karabinów maszynowych, a grenadierzy pancerni uratowali tegoż Panzera IV dwa razy przed wrogimi niszczycielami czołgów. Zajęliśmy przyczółek na terytorium wroga i stworzyliśmy dużą lukę w linii obronnej wrogiego kotła. Teraz wystarczyło tylko oczyścić las i umożliwić naszym czołgom szturm na twierdzę. 

Straciliśmy 23 żołnierzy z czego tylko 8 poniosło śmierć. 5 odniosło ciężkie rany i wojna dla nich się zakończyła. Wymagali hospitalizacji. Obszar wsi był znowu przepełniony ciałami wrogich żołnierzy. Poprosiłem kapłana z cerkwi i zajęcie się zbiorowym pogrzebem dla nich. Ten się zgodził. Wysłałem saperów w celu wykopania zbiorowego grobu dla naszych poległych oponentów. Następnie kapłan odprawił mszę w intencji poległych.

Wezwałem kompanię A oraz kompanię B. Zabezpieczyliśmy przyczółek i czekaliśmy na dalsze rozkazy.

ZAŁĄCZNIKI

[Obrazek: hcw7L0E.jpg]

Zabezpieczamy wyspę. Kilkunastu grenadierów, saperzy, "Luchs", karabin maszynowy... Saperzy szykowali się do zablokowania drogi przez most. W razie próby przedarcia się wroga, karabin maszynowy miał się nimi zająć.

[Obrazek: NYFioAD.jpg]

Przerwa w akcji z powodu śnieżycy.

[Obrazek: mrgokmZ.jpg]

Szturm na wieś.

[Obrazek: HohxeEd.jpg]

[Obrazek: FB5eGo5.jpg]

Walki we wsi.

[Obrazek: vQCD4Yd.jpg]

Wycofanie się z wyspy.

[Obrazek: 5aZSy0I.jpg]

A tutaj kontratak. Wróg poległ w naszych okopach i wbiegliśmy na obszar wyspy.

[Obrazek: jq58tuG.jpg]

Jeden z korespondentów zrobił nam zdjęcie z dachu cerkwi. Nie wiem kiedy i jak tam wszedł, ale zrobił dobre zdjęcie.

[Obrazek: VOPwfQ1.jpg]

Zabezpieczanie granic wsi przed próbującym kontratakować wrogiem.

[Obrazek: 0NVjOgG.jpg]

Żołnierze strzelający z ręcznej broni ppanc do niszczyciela czołgów.

[Obrazek: neT6j64.jpg]

Bardzo ciekawe zdjęcie. Korespondent uchwycił na zdjęciu moment penetracji pancerza przez pocisk przeciwpancerny wystrzelony przez nasz czołg.

[Obrazek: rIuYZBU.jpg]

Atak na wrogą kwaterę.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#5
Cytat:
ROZDZIAŁ IV
PRZEZ LAS

Do ataku wyruszyliśmy 28 października o godzinie 7:00. Z Delilandu przyszedł rozkaz aby wstrzymać się z dalszymi atakami 27 października w celu reorganizacji naszych wojsk oraz wzmocnienia linii frontu. Z danych wywiadowczych wynikało, że wróg może spróbować wyrwać się z kotła. Wypadło tak, że trasa potencjalnego kontrataku wroga przypadła na pozycje naszego batalionu piechoty. Czym prędzej skontaktowałem się ze sztabem Korpusu Suderlandzkiego, a więc miałem przyjemność rozmawiać z Marszałkiem von Schwarzengrau. Przedstawiłem sytuację naszego batalionu piechoty oraz powołałem się na raporty dotyczące stanu sił wroga w kotle. Udało mi się wynegocjować wsparcie pancerne. Całe szczęście, zwłaszcza, że generał dywizji nie chciał skontaktować się w tej sprawie z generałem dywizji pancernej. Dlaczego? Założyli, że wsadzając klin w postaci potężnej ofensywy pancernej w linie obronne wroga, ten rozmyśli się z próby kontrataku. Piechurzy mieli służyć za mięso armatnie? Nie wiem. Na szczęście uzyskaliśmy wsparcie w postaci jednej "Pantery" oraz "Tygrysa Królewskiego", który prezentował się nadzwyczaj majestatycznie. Według opowiadań pancerniaków, ten czołg jest niezniszczalny i tam gdzie one są, tam nie ma mowy o porażce. Tak więc, ja oraz moi żołnierze mieliśmy szansę zobaczyć ten czołg w akcji.

Zdobywając las stanęlibyśmy tuż przed fortecą gdzie okopał się wróg. Systematycznie jest ona bombardowana i ostrzeliwana z morza... A przez systematycznie rozumiem to, że bombardowania następują tylko w momencie jak pogoda na to pozwala. 
Spodziewaliśmy się wszyscy ataku wroga. Dlatego też... sami zaatakowaliśmy. W lesie znaleźliśmy mnóstwo ciężarówek oraz zapasów amunicji. Dotarliśmy do rozdroża. Było zablokowane i nie było szans aby ktokolwiek się przez to przedostał. To nie były nasze blokady. Postawił je wróg. Mimo wszystko, dla bezpieczeństwa w okolicy pozycje zajęły sekcja grenadierów pancernych oraz 2 sekcje grenadierów z kompanii B.
Na kolejnym napotkanym rozdrożu spotkaliśmy taką samą sytuację. O co chodziło wrogowi? Nie wiem. Pozostawiłem tam również 3 sekcje piechoty, tym razem z kompanii C. Pozostałe sekcje z tych dwóch kompanii otrzymały zadanie zabezpieczenia znalezionych zasobów. Ja wyruszyłem z kompanią A naprzód. W końcu dotarliśmy do kolejnego rozdroża. Te było odblokowane, ale przede wszystkim - było dosyć dobrze ukryte. Może dlatego wróg zablokował inne, te lepiej widoczne, aby przeprowadzić kontratak z miejsca, które jest trudno dostępne? 
Prewencyjnie rozkazałem swoim żołnierzom wykopać okopy lub ustawić worki z piaskiem. Rozmieściłem 3 ckm-y oraz działo wsparcia. W te miejsce wezwałem również czołgi. Nie myliłem się i wypatrzyliśmy wroga po kilkudziesięciu minutach. Sama piechota. Siła całej kompanii. Otworzyliśmy do nich ogień dopiero wtedy, kiedy znaleźli się na otwartym terenie. Kilku żołnierzy wroga zdołało dobiec do naszych pozycji i obrzucać nas granatami. Niestety, kilku moich żołnierzy oberwało odłamkami, ale atak został odparty. Wróg atakował takimi falami przez następną godzinę lub dwie. W końcu dotarły do nas czołgi. A właściwie czołg - "Pantera". Z Tygrysem Królewskim był taki problem, iż masa tego czołgu spowodowała, że miał problem z dotarciem na miejsce poruszając się po nieutwardzonej powierzchni. 

W kierunku terytorium wroga wysłałem niewielką grupę bojową o sile 14 żołnierzy, pod dowództwem sierżanta Katza. Wyposażeni w LKM-y oraz ręczną broń ppanc. Niestety, z 14 wróciło tylko 3, w tym sierżant Katz. Weszli w starcie z całym batalionem pancernym o sile około 15 maszyn. Zniszczyli 2 czołgi i uszkodzili kolejne 4, dzięki elementowi zaskoczenia. Zapytałem sierżanta dlaczego nie wycofał się na pozycje wyjściowe, tylko naraził wszystkich na śmierć. Nie udzielił mi odpowiedzi. Był w szoku. Dopiero teraz do niego dotarło jak tragiczną decyzję podjął i nie miał nic na swoją obronę. Odesłałem go do sztabu pułku wraz z 2 pozostałymi żołnierzami z jego oddziału oraz czterema kolejnymi, którzy mieli ich eskortować. Wszyscy byli ranni. Mogłem sformować wniosek do dowódcy pułku o wydalenie ze służby sierżanta Katza. Właściwie to nawet powinienem. Ale tego nie zrobiłem i do tej pory mam do siebie żal z tego powodu. Dlaczego? O tym w następnym rozdziale. 

Wraz z przybyciem "Tygrysa Królewskiego" na miejsce wydałem rozkaz ataku. Wrogie czołgi nie spodziewały się naszych czołgów. I tak dwie nasze maszyny, przy wsparciu piechoty wyposażonej w broń przeciwpancerną, zniszczyły cały wrogi batalion. Tutaj muszę pochwalić szeregowego Piotra Waltera. Sam zniszczył aż 3 czołgi i został przeze mnie skierowany do nadania orderu. Jeśli się nie mylę, został awansowany po tym na sierżanta, a obecnie służy w dywizji gwardyjskiej w stopniu podporucznika.
Po rozgromieniu wrogiej formacji pancernej, koburgijscy piechurzy biegali po lesie tak zdezorganizowani, z takim strachem na twarzach, że trudno mi to było opisać. Rzucali broń w krzaki i uciekali. Oficerowie nie byli w stanie zapanować nad tym i strzelali do uciekających żołnierzy próbując ukarać ich za dezercję. Mogliśmy jedynie usiąść i patrzeć, aż wróg sam siebie wyrżnie. Ale to nie było dla nas atrakcyjne. Dlatego wystrzelaliśmy oficerów, a uciekających żołnierzy złapaliśmy i wzięliśmy do niewoli lub pozwoliliśmy im uciec. Ganianie ich po lesie nie miało większego sensu. Pętla wokół ich pozycji coraz bardziej się zaciskała.

Tak też zdobyliśmy cały las zadając dotkliwe straty siłom wroga, które miały uderzyć na nas. Po tym starciu nasz batalion otrzymał "gryfa". Taki "gryf" symbolizuje o elitarności jednostki. Im więcej gryfów, tym bardziej elitarna formacja. Do tej pory, 57. batalion piechoty jest jedynym batalionem piechoty z 2. Dywizji Piechoty posiadający takie odznaczenie. Była godzina 10:00. Szykowaliśmy się do szturmu na wrogą twierdzę... Dzień zapowiadał się świetnie i nie zapowiadało się na nic gorszego. Nie sądziłem, że 28 października będzie chyba najgorszym dniem w moim życiu mimo takiego sukcesu...

ZAŁĄCZNIKI

[Obrazek: SaYJ4PY.jpg]

Żołnierze oczekujący na kontratak wroga. 

[Obrazek: lx8Slrj.jpg]

Odpieramy pierwszy z kontrataków. Na drugim planie zdjęcia widać wrogich żołnierzy.

[Obrazek: GjEtncX.jpg]

[Obrazek: 1RaVYX3.jpg]

Kolejne zdjęcia z walk.

[Obrazek: 7KFlWdC.jpg]

"Pantera" na linii frontu.

[Obrazek: 5eGMMCe.jpg] 

A tutaj grupa uderzeniowa... Ta, z której wróciło tylko 3 żołnierzy.

[Obrazek: 0glnbsr.jpg]

"Tygrys Królewski" na pozycji.

[Obrazek: KIPAUmS.jpg]

Nasz właściwy atak na terytorium wroga. 

[Obrazek: xxr5Z1e.jpg]

Wrogi czołg zniszczony.

[Obrazek: cfBhqrm.jpg]

Walka z kolejnym czołgiem. Nie widać go, bo znikł w tumanach dymu.

[Obrazek: JUlUGgo.jpg]

Czołgi w walce.

[Obrazek: 4XXcPnq.jpg]

"Tygrys Królewski" strzelający do wrogiego działa samobieżnego.

[Obrazek: 80hxkXT.jpg]

Dalszy szturm na wrogie pozycje.
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#6
Cytat:
ROZDZIAŁ V
CENA TWIERDZY


O 10:30 wyruszyliśmy na twierdzę. Wrogie wojsko ustawiło sobie linię obrony kotła właśnie na linii kilku takich twierdz, a właściwie średniowiecznych grodów. Za murami znajdowały się jakieś nieduże miasta. Na ich skraju, otoczone fosą i jeszcze grubszymi murami, znajdowały się właściwe twierdze. Z tych kilku miasteczek została w większości ruina. Całą noc były bombardowane i ostrzeliwane. Nie dogaszono jeszcze wszystkich pożarów. Zapowiadało się bardzo trudne starcie. Nie przypuszczałem, że najtrudniejsze w mojej całej dotychczasowej karierze oficera. 

Do krwawych potyczek dochodziło na rynku miasta. Prowadziły do niego cztery drogi - jedna z twierdzy, druga z okolic kościoła, trzecia z jakiejś dzielnicy oraz czwarta - z bram do miasta. Stoczyliśmy tam bardzo trudną potyczkę. Wróg atakował falami byle nas tylko wypchnąć za mury i w końcu mu się udało. Odparliśmy 4 ataki, ale pod piątym się ugięliśmy. Zdecydowałem o odwrocie i reorganizacji naszej jednostki. 

Wróg był bezwzględny. Niektórzy po prostu się wysadzali. W ten sposób straciłem 7 żołnierzy. Szli obok "zabitych"... Ale tylko udawali. Kiedy moi żołnierze przechodzili obok nich, trzech się wysadziło. Po tym zdecydowałem aby strzelać do każdego, który leży. Nie ważne czy był zabity, czy nie. Nie mogłem ryzykować tracenia żołnierzy przez ludzi, którzy stosują tak bezwzględną i brutalną taktykę. 

Kiedy wyszliśmy z fortu... Zorientowałem się jak wielu ludzi pochłonęła potyczka o ten cholerny rynek. Ruszyło nas 50. Wyszło 9. Czy wszyscy co zostali zginęli na miejscu? Nie. Niestety, nie mieliśmy nawet możliwości zabrania rannych i zostawiliśmy ich na pewną śmierć na pozycjach bezwzględnego wroga. Co więcej, z kompanii A zostały strzępy, bo to ją poprowadziłem do ataku jako pierwszą. Ze 100 żołnierzy kompanii przed wojną w Koburgii, obecnie przy życiu pozostawało... Około 30? Z czego ponad połowa odniosła rany, niektórzy poważne. Nie zwracałem uwagi na straty wroga, ale zorientowałem się ilu ich poległo jak chciałem przeładować swój pistolet. Poszedłem do fortu z 5 magazynkami. Został mi tylko 1. Wystrzeliłem 32 naboje z czego jakaś połowa trafiła. Spojrzałem na sierżanta Katza, który kilka godzin wcześniej stracił 12 żołnierzy. Zapytał mnie czy teraz go rozumiem? Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zwłaszcza, że mieliśmy całkiem inne rozkazy. On miał wykonać patrol. Ja mam zdobyć tę twierdzę. Zachowywał się coraz dziwniej. Powinienem go odesłać na tyły i tam zostawić. A najlepiej skierować do Pułkownika, aby wydalił z frontu do Ojczyzny. Lecz tego nie zrobiłem i musiałem się w końcu zmierzyć z tego konsekwencjami.

Zostawiłem żołnierzy z kompanii A w sztabie i rozkazałem im zostanie na tyłach. Teraz poprowadziłem kompanię B. Doszło do kolejnej krwawej potyczki na tym rynku. Poprowadziłem w bój około 60 żołnierzy. Wróciło bodajże 18. Zadaliśmy wrogowi kolejne dotkliwe straty i było jasne, że w końcu się przedrzemy przez jego linie i zdobędziemy twierdzę. Kiedy sytuacja na rynku była coraz gorsza, zdecydowałem o odwrocie. Lecz wróg ruszył za nami w pościg. Zaatakował nasz sztab. Rozkazałem reszcie zdolnych do walki żołnierzy z kompanii A i B oraz całej kompanii C utrzymać tę pozycję. Odparliśmy ten atak przy niedużych stratach własnych. Z kolei przedpole było usłane ciałami żołnierzy wroga. Następnie rozkazałem kontratak na twierdzę i poprowadziłem kompanię C do boju. Wtedy zaatakował mnie sierżant Katz. Nazwał mordercą i sługusem imperializmu, nie liczącym się z ludzkim życiem, jak każdy oficer tej armii. Następnie wyciągnął broń i chciał do mnie najwyraźniej strzelić. Był on w takim stanie psychicznym, że miał problem z wyciągnięciem pistoletu z kabury. Byłem szybszy od niego i wyciągnąłem swój. Nie miałem innej opcji jak zastrzelenie go za niesubordynację. Na oczach całego batalionu strzeliłem mu między oczy. Następnie spojrzałem na twarze żołnierzy. Starali zachować się minę pokerzysty. Nie chcąc dłużej tu stać, ruszyłem do ataku. 

Otrzymałem informację, że otrzymamy wsparcie "Tygrysa Królewskiego". Całe szczęście! W końcu potężna maszyna, a nie papierowa jak "Luchs", którego dostaliśmy przy pierwszym ataku i straciliśmy bardzo szybko. Tuż przed bramą do miasta powiedziałem do żołnierzy, że mają wrzucić granat zapalający do każdego pomieszczenia jakie tylko napotkają. Mają strzelać do wszystkiego co się rusza. Czas zakończyć tę bitwę i pomścić poległych. Nie wiedziałem co się dzieje ze mną. Przecież nigdy tak się nie zachowywałem. Nie rozkazywałem wcześniej palenia pomieszczeń ani strzelania do niejednokrotnie bezbronnego wroga. Kiedy byłem niższy stopniem, mój przełożony powiedział, że kiedyś zrozumiem dlaczego nasza armia jest tak bezlitosna dla partyzantów czy wrogów stosujących niekonwencjonalne metody walki. Chyba nadszedł ten moment. Brutalność starć w twierdzy mnie zmieniła. A trwało to ledwo 2 godziny. 

Po potyczkach na ulicach miasta, dotarliśmy do fosy przed właściwą twierdzą. Miasteczko oczyszczone... Miasteczko... A może to co z niego zostało. Tygrys Królewski ruszył do przodu i zniszczył wszystkie bunkry oraz stanowiska z karabinami maszynowymi. Następnie poprowadziłem kompanię C do szturmu. Tam wykończyliśmy wroga...

W 3 godziny starcia straciłem 132 żołnierzy z czego rannych było... 20? Pozostali zginęli w murach tego przeklętego miasta. Przyszedł do mnie oficer dowodzący obroną tej twierdzy. Rzekł, że tej pozycji broniło 1000 żołnierzy rządu koburgijskiego! Około 900 zostało zabitych. Pozostali zostali naszymi jeńcami wojennymi. Spojrzałem na tego oficera z taką wściekłością... Szczerze, chciałem go zastrzelić. Lecz się powstrzymałem... Mógł się przydać. 
Poszedłem do Pułkownika Adama Wolfa. Poprosiłem o udzielenie przepustki. Miałem dosyć tego konfliktu. Niestety odmówił. Stwierdził, że jeszcze wiele rzeczy jest do zrobienia.

O 13:30 nad twierdzą zawisła suderlandzka flaga. Lecz takich twierdz było 6. Ile zdobyliśmy? Tylko 1. Tak, tę twierdzę, którą zaatakowała moja jednostka. W jednej doszło do bitwy pancernej na krótkim dystansie. Straciliśmy tam cały batalion pancerny... Ale wróg stracił dywizję. Miałem wielką nadzieję, że nie rozkażą nam atakowania kolejnych twierdz, a nas nie wykorzystają jako symbolu wojska niepokonanego. Bo w końcu każdy z nas by zginął. Na szczęście zostaliśmy przeniesieni do pełnienia funkcji garnizonowych na terenie miasta wraz z pozostałymi batalionami 20. pułku piechoty. Pozostałe dwa pułki atakowały inne twierdze, ale przegrały. Z informacji od Pułkownika dowiedziałem się, że 59. batalion piechoty został wprowadzony w zasadzkę. Wpuszczono ich wgłąb fortu, a następnie przeprowadzono atak gazowy. Z tego batalionu zostało żywych... 50 żołnierzy. Atak 58. batalionu został powstrzymany. Sam batalion nie poniósł dużych strat. Po prostu wróg zablokował większość dróg i żołnierze nie mieli jak przedrzeć się wgłąb twierdzy, ponieważ nie posiadali odpowiedniego sprzętu do niszczenia blokad. Mieli szczęście!

Dzień 29 października również minął na pełnieniu funkcji garnizonowej. Dzięki takiej przerwie doszliśmy do siebie po tej bitwie. Niestety, mnie dalej dręczył sierżant Katz... A właściwie to, jaki los mu zgotowałem. Straciłem tam nie tylko dobrego żołnierza. Przede wszystkim, straciłem przyjaciela, którego poznałem na początku służby. Mimo dużej rozbieżności w naszych stopniach, byliśmy jak bracia, a ja go zastrzeliłem... 

ZAŁĄCZNIKI

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć, głównie z walk na rynku.

[Obrazek: C6eTlIE.jpg]

[Obrazek: fNozZzN.jpg]

[Obrazek: kRNcaRW.jpg]

[Obrazek: Wr0WQxs.jpg]

[Obrazek: 8Mxw0jX.jpg]

Teraz kilka zdjęć jak prowadzę żołnierzy do ataku na twierdzę. Najpierw kompania B, potem C.

[Obrazek: Icbz604.jpg]

[Obrazek: Cg0ENHj.jpg]

Decydujący szturm na miasto.

[Obrazek: DAK00bt.jpg]

[Obrazek: 3UceNEf.jpg]

[Obrazek: C0w5BZb.jpg]

Przegrupowanie przed atakiem na właściwą twierdzę i atak na nią.

[Obrazek: Up0pEiz.jpg]

[Obrazek: wJ4D2ua.jpg]

[Obrazek: dbuNpmi.jpg]

[Obrazek: tI3B1vd.jpg]

[Obrazek: 9HYHfdT.jpg]

[Obrazek: 7kzO0hK.jpg]
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#7
Cytat:
ROZDZIAŁ VI
ŻADEN KONIEC WOJNY

30 października

29 października rząd koburgijski skapitulował. Dotarła do nas ta informacja dopiero 30 października. Żołnierze wroga mieli czas do 23:59 na złożenie broni. Ilu z nich skapitulowało wraz z rządem? Około 50% - takie informacje przekazali nam wyżsi stopniem. Niestety to oznaczało, że walki jeszcze trochę potrwają i trzeba zniszczyć partyzantów. 

31 października-7 listopada

Ostatniego dnia października nic się nie działo. Dopiero 1 listopada otrzymaliśmy rozkaz przygotowania się do opuszczenia twierdzy. 2 listopada zostaliśmy przerzuceni do Monte Avido. Tam do 7 listopada dosyłali żołnierzy w celu uzupełnienia poniesionych strat. 150 nowych twarzy. Wszystkich trzeba było poznać i czegoś nauczyć. To co uczą sierżanci w obozach szkoleniowych jest potrzebne i przydatne, ale niejednokrotnie to zbyt mało.

8 listopada

Tego dnia otrzymaliśmy rozkaz oczyszczenia północnej Florandii z partyzantów. Współpracowaliśmy z 2. Dywizją Pancerną. Do mojego 57. batalionu dołączono na czas walk batalion pancerny pod dowództwem Podpułkownika Fryderyka Berga. Zebraliśmy nasze oddziały i ruszyliśmy na północ.

9 listopada

Droga nie jest usłana różami. Śnieg, który spadł na początku wojny zaczął się topić, bo przyszło lekkie ocieplenie. Naturalne, jeśli śnieg spada już w październiku. Czołgi wiele razy zatrzymywały się w błocie i miały problem z wyjechaniem. Trzeba było im pomóc się wydostać.

10 listopada

Dotarliśmy na obszar działania partyzantów. Z informacji otrzymanych przez wywiad wynikało, że zamierzają wysadzić tamę. Musieliśmy temu zapobiec. Ruszyliśmy do oczyszczenia lasu. Walki nie trwały długo. Widać na twarzach partyzantów zmęczenie wojną. Po kapitulacji rządu byli pozbawieni dopływu zaopatrzenia. Wielki z nich zachorowało, głodowali oraz byli pozbawieni amunicji. Mimo to, walczyli. Po oczyszczeniu lasu z min, blokad i obecności wrogich oddziałów, zabezpieczyliśmy most. Dostaliśmy 5 "Luchsów", które przejechały bezpiecznie i zniszczyły wrogą bazę po drugiej stronie rzeki. Znaleźliśmy tam broń gazową jak i mnóstwo ładunków wybuchowych. Zdobyliśmy również kilkanaście CKM-ów, które strzegły obszaru przed piechotą. Na szczęście nie mieli jak walczyć z czołgami.

11 listopada

Czekaliśmy na dalsze rozkazy, które otrzymaliśmy dopiero wieczorem. Mieliśmy oczyścić drogę łączącą Monte Avido z miastem Chaskowo. Po co, przecież Chaskowo leży poza naszymi granicami? Ktoś zada takie pytanie. Otóż tę drogę wykorzystujemy również do szybszego rozmieszczenia wojsk na granicy. W dodatku, chodzą słuchy, że na granicy Koburgii ma powstać linia obronna i mamy zabezpieczyć cały obszar. 11 listopada partyzanci zniszczyli nasz konwój na tej drodze, straciliśmy 20 pojazdów transportowych i kilkudziesięciu żołnierzy. Czas się z nimi rozprawić.

12 listopada

Wyruszyliśmy do oczyszczania drogi. Saperzy rozbrajali miny, a my posuwaliśmy się tyralierą po obu stronach drogi. Wspierały nas 2 "Luchsy" oraz "Panzer IV". Wróg był dobrze umocniony. Liczne i dobrze rozbudowane linie okopów, drut kolczasty, blokady i miny. Sukcesywnie spychaliśmy wroga, aż nie dotarliśmy do jego kwatery. Oczyściliśmy kilka kilometrów drogi i wyeliminowaliśmy kolejny duży oddział partyzancki.
Podczas walk 10 listopada straciłem 8 żołnierzy. Tego dnia aż 21. Przez te 2 dni walk, 37, w tym ja, zostało rannych. Jak zostałem ranny? Przy ataku na wrogą kwaterę, wróg rzucił granat, który wybuchł jakieś 7-8 metrów ode mnie. Nie był to mocny granat więc nikt nie zginął, ale ja i 2 żołnierzy zostaliśmy ranni. Odłamki zrobiły mi sito z nogi i byłem wolny z działań na froncie przez najbliższe 3-4 tygodnie. Otrzymałem informację, że awansowany został Sierżant Bluszcz na stopień Kapitana. Głównie za moją zasługą, bo przedstawiłem go do awansu. Widocznie uznano go za naprawdę wartościowego żołnierza, skoro zaliczył aż taki awans. Zastąpił mnie w dowodzeniu 57. batalionem piechoty pod moją nieobecność. 

ZAŁĄCZNIKI

Kilka zdjęć z akcji 10 listopada. 

[Obrazek: P0QvG1u.jpg]

[Obrazek: qpqnHyr.jpg]

[Obrazek: eZBSwdM.jpg]

Oraz 12 listopada.

[Obrazek: nvxzfgj.jpg]

[Obrazek: HpQk75F.jpg]

[Obrazek: k9e8yoF.jpg]

[Obrazek: W0hoJSo.jpg]

[Obrazek: O4gWICX.jpg]

[Obrazek: SsTCYiU.jpg]
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
#8
Cytat:
ROZDZIAŁ VII
REKONWALESCENCJA

13 listopada
4 tygodnie w szpitalu. Najpierw usunięcie odłamków z nogi i jej połatanie, a potem dochodzenie do pełni sprawności. Może uda się już nie wrócić na front? Kto wie?

14 listopada - 30 listopada
Czas mija mi na czytaniu książek i oglądaniu wiadomości. Rzadko kto mnie odwiedza. W końcu rodzina została w Suderlandzie, a ja jestem kilkaset kilometrów dalej. Nie pisałem do nich nawet listu. Po opadnięciu emocji związanych z podbijaniem Koburgii, a zwłaszcza z rozstrzelaniem towarzysza broni... Myślę, że to najwyższy czas aby skontaktować się z rodziną. 
Co w prasie? Krążą dosyć ciekawe nagłówki jak "rozbity wróg kontynuuje swoje tchórzliwe natarcie". Cóż za trafne ujęcie tych głupców watażków z Nordaty, co zostali wyparci i zdziesiątkowani w Koburgii, a teraz są masakrowani w promieniu kilkunastu kilometrów od granicy. Dlaczego? Otóż chodzą słuchy, że ma powstać linia obronna, która uczyni z Koburgii naszą twierdzę. Twierdzę, która zarazem będzie ostrzem, które wbije się w serce czerwonych watażków. W szpitalu nie widzę znajomych twarzy. To dobrze, znaczy, że chłopacy, którzy podlegali mi przez te wszystkie dni unikają kul. A przynajmniej tak myślę. Zawsze pozostaje opcja, że obrywają tak, że nie wymagają już leczenia... Tak jak to było podczas walk o twierdzę w Koburgii, gdzie zginęło tak wielu naszych tylko dlatego, że nie mieliśmy jak im pomóc. 
Sierżant Katz pojawia się w moich snach. Ma wyrzuty do mnie, że prowadzę ludzi na śmierć, chociaż mógłbym wstrzymać atak, że te wszystkie ataki to tylko i wyłącznie moja osobista ambicja, aby pochwalić się kolejnym medalem i cieszyć reputacją w mieście oraz być gwiazdą telewizji po zakończeniu służby. Lecz te sny gdzie on się pojawia kończą się inaczej niż to jak zakończyło się jego życie. Mianowicie, w tych snach on strzela do mnie. 
Z dnia na dzień jest coraz lepiej z nogą. Może wypuszczą mnie przed minięciem 4 tygodni? Przydałoby się, bo mam dosyć tego leżenia oraz robienia ze mnie kaleki. Chcę walczyć i wykurzyć wroga, bo nie zapowiada się jednak na koniec konfliktu. Mam nadzieję, że uda zakończyć się tę wojnę przed końcem roku.

1 grudnia - 7 grudnia
1 grudnia otrzymałem informację, że wypisany zostanę 7. Czyli 8 mam stawić się w jednostce i na dniach wrócę do walki. W końcu! Czekam na to jak na zbawienie. Coraz bardziej się zastanawiam jak wygląda koniec wojny... Wojna może się skończyć między państwami czy poszczególnymi grupami. Lecz... czy ta wojna skończy się dla mnie, dla moich towarzyszy broni, dla moich wrogów? Ona zamieszka w każdym z nas... I tylko umarli zobaczą jej koniec. Jak to ktoś kiedyś rzekł. 
6 Grudnia odwiedziła mnie rodzina. W końcu przyjazny okres dla dzieci, bo odebrały rano prezenty. A przynajmniej powinny. Jednak nie przyjechały mnie odwiedzić. Przybyła żona oraz rodzice. Zaskoczeni byli tym co mi się stało oraz mieli żal, że nie pisałem listów, a robię notatki. Chciałem je przed nimi ukryć. Nie chciałem aby ktoś dowiedział się o tym co mnie spotkało, ale nie fizycznie, a psychicznie. Spotkanie nie przebiegło niestety tak jakbym chciał. Po przeczytaniu tych notatek byli zaskoczeni tym jak wygląda wojna... Oraz widzieli wojnę na mojej twarzy. No cóż... Praca żołnierza nie jest łatwa. Powiedziałem, że za kilka dni wracam do walki. Żona prosiła abym wrócił, ale nie mogłem... Musiałem zakończyć ten konflikt. Pożegnaliśmy się. Poprosiłem rodziców aby zajęli się żoną i dziećmi, miałem jakieś dziwne przeczucie, że coś może mi się stać jak wrócę na front. Żona z kolei prosiła abym jej przyrzekł, że nie dam się zabić. Trudne to było...
7 grudnia zostałem wypisany i ruszyłem do jednostki. Jutro miałem stawić się przed kadrami.

8 grudnia - 10 grudnia
8 grudnia stawiłem się przed kadrami. Odzyskałem dowodzenie w 57. batalionie oraz otrzymałem wytyczne. Miałem stawić się na naradzie 2. Dywizji Piechoty celem otrzymania rozkazów. Szykowała się jakaś ofensywa. Sztab postanowił wykorzystać odwilż w nadziei, że błoto powstrzyma wrogie jednostki, rozrzucone po całym kontynencie, przed kontratakiem. A my mieliśmy zamknąć w kotle i wybić do nogi kilku tysięcy nordackich komunistów. 
9 grudnia wróciłem do jednostki. Przywitano mnie bardzo mile, nie spodziewałem się. Widziałem trochę nowych twarzy, a jak pytałem o kogoś, kogo nie było... Zazwyczaj dowiadywałem się, że umarł gdzieś w lesie, albo w jakiejś stodole... Albo w ogóle ich nie odnaleziono. Na szczęście takich było mało. Dowiedziałem się, że jednostka pod moją nieobecność nie brała udziału w wielu walkach. Co mnie ucieszyło, bo to oznacza, że dowództwo mnie bardzo ceni i nie chce posyłać tych ludzi jeśli nie są dowodzeni przeze mnie. Ale kapitan Bluszcz z pewnością dobrze by sobie poradził.
10 grudnia otrzymaliśmy informacje, że w dniach 14-17 grudnia ma znowu się ochłodzić i ma spaść śnieg. Jutro mieliśmy wyruszyć do ataku i oczyścić las o numerze 87. Był to sektor lasu obejmujący kilka kilometrów kwadratowych przecięty strumieniem. Z raportów zwiadowców wynika, że las stoi w błocie. Nie będzie łatwo.
Noc była dla mnie trudna. Nie mogłem spać i miałem w pamięci spotkanie z rodziną z 6 grudnia. Miałem w głowie wszystkie obawy i lęki. Przed oczami przewijały mi się sceny z całego konfliktu w Koburgii. Ta noc była straszna i nie zasnąłem ani na minutę... A następnego dnia walka.
 
Karl von Schwarzengrau - Kierownik Resortu Obronny Narodowej, Senator XIII Kadencji, Prezydent Miasta Deliland, Gubernator Nordaty Suderlandzkiej,

Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych
Marszałek Polowy Suderlandzkich Sił Zbrojnych

Adiunkt





Srebrna Odznaka za Wzorową SłużbęKotylion (3 rocznica niepodległości)Oznaka Obywatelska Medal WojskaGwiazda Orderu OdrodzeniaOrder za Osobiste Męstwo
Topic Options
Wątek zamknięty